Want to make creations as awesome as this one?

Transcript

start

UTOPCE, STRZYGI I UPIORY

Instructions

"Cudze chwalicie, swego nie znacie"
To przysłowie z powodzeniem można odnieść do bogatego panteonu ludowych strachów, demonów i duchów, przed którymi drżeli nasi dziadowie. Dziś, w zalewie anglosaskich dyń, diabełków i czarownic, często zapominamy o tym, czym była strzyga, bagiennik i utopiec.
Chcemy to naprawić i przedstawiamy Wam naszą grę i słowniczek tych zapomnianych stworzeń.
Życzymy przyjemnej zabawy :)

Dynia kontra utopce i strzygi
W dzisiejszych czasach mało kto o nich pamięta. Wraz z rosnąca popularnością obchodów Halloween, coraz częściej zobaczyć możemy na polskich ulicach nie tylko przebranych ludzi, ale i towarzyszące anglosaskiemu świętu atrybuty i postacie dyń, wiedźm i strachów na wróble. Amerykańskie “uniwersum strachów” nie tylko wypiera częściowo tradycyjny, chrześcijański sposób świętowania Dnia Zadusznego, ale i zajmuje w masowej wyobraźni miejsce, które kiedyś należało do rdzennie polskich, słowiańskich widm, zmór i upiorów.

wróć

GRUPA 01

Rusałki - zwane też boginkami, pomniejsze boginie wody. Porównywalne do wodnych nimf greckich. Mieszkały w rzekach i jeziorach. Miały długie włosy, nosiły wieńce z kwiatów i powłóczyste białe szaty. Najczęściej milczały, ale potrafiły pięknie śpiewać. Wychodziły z wody w nocy, aby tańczyć w świetle księżyca. Ich świętym drzewem był jawor. Rusałką mogła stać się kobieta, która jeszcze się w nikim nie zdążyła zakochać. Jeśli w nocy natknęła się na korowód rusałek, zostawała jedną z nich. Nie mogła wrócić potem do domu, tylko przyglądała się z daleka swemu obejściu. Następnego ranka jej rodzina znajdywała porzucony wianek koło domu. Rusałki bywały niebezpieczne dla mężczyzn, których wabiły pięknym śpiewem. Mężczyzna zwabiony przez rusałki tonął w wodzie albo zostawał zatańczony na śmierć.

Legenda o tragicznej śmierci rusałki i kamieńczyka

Dawno temu w poszukiwaniu złota przywędrowali z dalekich krajów frankońskich w Karkonosze i Góry Izerskie Walończycy. Odkryli oni licznie występujące tu szlachetne i półszlachetne kamienie. Przykład z nich wzięli inni. Niektórzy z tego zbieractwa kolorowych kamyków dorobili się niemałej fortuny, w pałacach mieszkali i bogate życie wiedli. Mieszkańcy podgórskich siół i osad nazywali się kamiennikami, lub kamieńczykami i sami też zaczęli próbować szczęścia.

Żył w owym czasie w Szklarskiej Porębie pewien człowiek o imieniu Bronisz. Pracował ciężko jako drwal na utrzymanie matki i siebie. Od wiosny do pierwszych śniegów wycinał w pocie czoła drzewa w lesie, a że żyli oszczędnie, biedy z matką nie odczuwali, lecz i dobrobytu też nie znali. Któregoś dnia matka Bronisza się rozchorowała. Syn zmuszony był do pozostania w domu i opieki nad nią. Czynił to z miłością i bardzo troskliwie, gdy jednak bieda wcisnęła się po pewnym czasie do ich chaty i nie było już co do garnka włożyć, postanowił udać się w góry i szukać szlachetnych kamieni, które bogaci ludzie chętnie kupowali. Zabrał kilka kromek chleba, gomółkę sera, kilof, łopatę i powędrował przed świtaniem w Karkonosze. Ze wzrokiem utkwionym w ziemię szedł przez lasy, łąki i górskie bezdroża. Chodził korytami bystrych potoków, oglądając ich wypłukane brzegi, przeszukiwał szczeliny skalne i każde obsunięcie kamiennych zboczy. Dotarł w ten sposób aż do Łabskiego Szczytu, a potem jego południowym stokiem na prawie pł aską łąkę, gdzie wytryskiwało źródło rzeki Łaby. Tu zaczął kopać w ziemi. Nie wiedział, że przyglądają mu się rusałki wodne z Łabskiego Źródła, płukające tam piasek źródlany. Było ich osiem, lecz żadna nie wiedziała, ani też nie domyślała się czego szuka ten młody człowiek. Z przyjemnością patrzyły na jego jasne włosy, opaloną słońcem twarz i na muskularną, zgrabną postać. Skryły się potem w wodzie i tylko jedna z nich, zwana przez siostry Łabudką, pozostała nad brzegiem nie mogąc oderwać oczu od Bronisza. Poczuła iż serce jej bije raźniej na jego widok oraz, że budzi się w niej nieznane dotychczas uczucie. Gdy przestał pracować i zaczął zbierać swe narzędzia wówczas ogarnął ją lęk, że nie zobaczy go już więcej. Zostań ze mną – odezwała się nieśmiało – czuję, że gdy odejdziesz i nie zobaczę cię już więcej, serce me pęknie z bólu. Zwiędnę tak jak kwiaty górskie każdej jesieni. Podeszła bliżej, zarzuciła mu swe drobne, zgrabne ręce na szyję, całym ciałem przytuliła się do niego, a usta przycisnęła do jego warg. Młody drwal objął rusałkę mocnymi ramionami, ucałował, a potem wyjaśnił jej cel swego pobytu w tym miejscu i poszukiwań. Powiedział również, że nie może pozostać z nią przy Łabskim Źródle, bo po to został kamieńczykiem, by uzyskać pieniądze na leczenie swej matki. Obiecał jednak, że wkrótce wróci, by zostać z nią na zawsze, gdy matka będzie już zdrowa i gdy zapewni jej spokojne i dostatnie życie aż do śmierci. Łabudka oddała mu wtedy cały swój skarb, składający się ze ślicznych kamieni szlachetnych, który miała ukryty pośród traw i krzaków kosówki, a potem całą noc rozmawiali o wspólnej przyszłości leżąc na pachnącej, miękkiej i chłodnej górskiej trawie. Następnego dnia Bronisz udał się do domu, obiecując swej ukochanej powrócić. Podał nawet dokładny termin, od którego będą już razem. Zakochana rusałka z niecierpliwością liczyła dni dzielące ją od spotkania z ukochanym. Potem liczyła już godziny, a w ostatnią noc przed określonym terminem nie mogła usnąć: Rozczarowała się jednak. Jej ukochany nie przybył. Zawiedziona i oszukana przestała biegać po Łabskiej Łące. Nie bawiła się już beztrosko ze swymi siostrami. Chodziła zasmucona, rozmyślała o swym kamieńczyku, czasami cichutko łkając. Któregoś dnia nie mogąc już dłużej znieść trapiącej ją tęsknoty, postanowiła zejść po północnym stoku Karkonoszy w dolinę nad Kamienną, gdzie spodziewała się odnaleźć Bronisza i gdzie chciała pozostać z ‚nim na zawsze, skoro on przyjść do niej nie może. Siostry jej wpadły w rozpacz. Tłumaczyły, że rusałkom nie wolno schodzić poniżej terenu porośniętego iglastą kosówką, gdyż straci wtedy prawo powrotu do rodzinnego źródła i stanie się zwykłą, podatną na choroby, bóle i śmierć kobietą. Nic nie pomogło. Łabudka niezłomnie pozostawała przy swoim zamiarze. Pożegnała siostry i rodzinne źródło Łaby i udała się w stronę Szrenicy wąską, górską ścieżką, gdyż nią oddalił się jej ukochany. Szła ku północy, przez Halę Szrenicką pokrytą plamami ciemnozielonej kosówki i porośniętej rzadko karłowatymi świerkami. Przed pierwszymi drzewami wysokopiennego lasu stanęła i zaczęła oglądać wysokie, dostojnie spoglądające na nią potężne świerki. Była zdumiona ich ogromem i nieznanymi kształtami. Na wspomnienie przestrogi o

wkroczeniu pomiędzy te grube, pokryte mchami pnie mocniej zabiła jej serce, lecz myśl o Broniszu była silniejsza. Zrobiła krok, potem następne i zaczęła biec ścieżką opadającą coraz bardziej stromo ku dolinie. Zatrzymała się dopiero nad kamiennym urwiskiem. Tu musiała schodzić wolno i ostrożnie. Wyszukiwała występy opierając o nie stopy i pomagając sobie rękoma. Wciskała się w wąskie szczeliny, lub łapała ostre krawędzie granitowych głazów. Schodzenie po stromej ścianie trwało dość długo, ale w pewnym momencie serce zabiło jej jakoś dziwnie mocno i jakiś wewnętrzny głos nakazał spojrzeć w dół. To co dostrzegła zaparło jej dech w piersiach. Pod skalną ścianą urwiska leżały zwłoki ukochanego kamieńczyka. Leżały nieruchomo na kamiennych głazach, które odpadły od stoku w dół. Dostrzegła jego bladą, pokrwawioną twarz i szeroko rozwarte oczy patrzące. w błękit nieba. Pojęła wtedy, że szedł do niej i spadł ze ściany wspinając się ku górze. Poczuła nagły, wzmagający się silny ból w piersi. Odruchowo położyła dłoń na bolącym miejscu. To nieopatrzne oderwanie palców od skały, której dotychczas się przytrzymywała, spowodowało, że zachwiała się, straciła równowagę i spadła w dół. W ostatniej sekundzie życia uświadomiła sobie, że będzie teraz na zawsze z ukochanym. Już następnego dnia dotarła do Łabskiego Źródła wieść o śmierci Łabudki i wtedy siedem zasmuconych tą wiadomością jej sióstr pobiegło na Halę Szrenicką. Usiadły powyżej granicy wysokopiennego lasu i szczerze zapłakały. Spadające łzy utworzyły siedem małych źródełek, które połączyły swe wody w jeden potok i potoczyły się w stronę, gdzie spoczywały zwłoki ich siostry i jej ukochanego, a następnie ścieżką wiodącą w stronę Szklarskiej Poręby. W miejscu gdzie ona się kończyła skalnym urwiskiem powstał wodospad.

wróć

JAK NAZYWAŁO SIĘ ICH ŚWIĘTE DRZEWO?

JARZĘBINA

JAWOR

JESION

wróć

Wodnik władca jeziora, stawu, strumienia, rzeki, a nawet kałuży. Wodnik siedział w wodzie i albo puszczał bąbelki, albo topił ludzi. Każdy, kto chciał się wykąpać musiał mu złożyć jakąś daninę, np. czarną kurę albo garść grochu. Odmianą wodnika był także bagiennik. Nie opuszcza nigdy swej topieli, a zobaczyć go można (przy sporym szczęściu) na bagnach, gdyż tam jest najpłycej. Bagiennik nad powierzchnię bagna wystawia tylko głowę, aby zaczerpnąć od czasu do czasu powietrza (robi to raczej z przyjemności, niż z przymusu) i popatrzeć, co wokół się dzieje. Nozdrza ma umieszczone między oczami, a czasem nawet na czole. Z nich bagienniki często strzelają błotnistą mazią, która jest tak gorąca, że potrafi nawet oparzyć.
Ma ona jednak fantastyczne właściwości uzdrawiające wszelkie choroby cielesne. Reumatyzm, bóle krzyża, ciężkie rany, niestrawności, choroby serca. Obecność bagiennika widać najczęściej tylko po bąblach obficie występujących na lustrze wody, albo po tym, że woda niespodzianie robi się mętna, kotłuje się, bulgocze, a potem nagle uspokaja. Nikt ich się nie obawia , gdyż kontakt z bagiennikiem prawie nigdy nie kończy się śmiercią.

Jak wodnik miasto uratował

Niedaleko miasta, w rzece , żył sobie wodnik. Włosy miał długie, rozwiane, podobne do wodorostów. Jego twarz wyglądała jak ludzka, ale miała zielony kolor. Ubrany był w odzienie z rybich łusek ozdobionych muszelkami. Choć mieszkał na dnie rzeki, często podpływał do brzegu i przyglądał się ludziom. Nieraz dla żartów płatał im figle, ale tym, którzy byli dobrzy, nigdy nie zrobił krzywdy. Wodnik uwielbiał ludzi. Cieszył go gwar, hałas i ruch, jaki panował w tym mieście. Często się w nim zjawiał i przyglądał się mieszkańcom w ich codziennej pracy. Pewnej nocy, gdy zbliżał się do miasta, właśnie nadciągała burza. „Przecież te pioruny i grzmoty są nad miastem. Ludzie są w niebezpieczeństwie, muszę im pomóc” – myślał zrozpaczony. Płynął coraz szybciej. Gdy był już blisko miasta, ujrzał nad miastem czerwoną łunę.– Miasto płonie! – krzyczał. – Palą się domy, wszystko trawi ogień! Zrozpaczony, zwrócił się ku chmurom: – Chmury, moje siostry drogie, błagam was, ratujcie moje miasto! Spuście na nie deszcz. Chmury posłuchały jego próśb, po chwili na miasto spadła ulewa. Potem wodnik zwrócił się do rzeki: – Moja wierna rzeko, wystąp z brzegów i rozlej się po mieście. rzeka zalała wszystkie płomienie. Miasto było uratowane, a przyczynił się do tego wodnik, który ponad wszystko pokochał to miasto.

wróć

Jaką zapłatę trzeba było zlożyć wodnikowi?

Zieloną gęś

Białego koguta

Czarną kurę

wróć

Utopce, topielice, topce, topielce, szpetny topich - związane są z żywiołem wodnym. Nie ma przed nimi ucieczki. Przyciągają oni ludzi i gubią w toniach wód. Według wierzeń ludzie są to, stracili życie wskutek utonięcia. Zwykle zachowywały postać jaką miały w momencie śmierci, ale można je było łatwo poznać po nienaturalnie dużej lub małej głowie, cienkich, wręcz pajęczych, nogach, takoż zielonych włosach. Niekiedy utopiec był dodatkowo napuchnięty jak bania.

Podanie ludowe zanotowane przez Oskara Kolberga:

„Jegomość pewien jechał wózkiem w noc ciemną nad brzegiem jeziora, mającego, równie jak inne, swego topicha. Woźnicy jego dokuczało pragnienie, chciał się więc zatrzymać i ugasić je wodą z jeziora zaczerpniętą. Pan jego, znający właściwości jeziora usłyszał, gdy nadjechali z głębi tegoż jęczący i skarżący się głos topicha, domagający się corocznej swej ofiary. Wielkie prośby i nakazy pana, by fornala od picia powstrzymać, były daremne; chciał on konieczne zsiąść z kozła i biec do jeziora. Gwałtownym jedynie środkiem można było temu zapobiec. Więc pochwyciwszy nagle z rąk fornala lejce, zaciął pan sam konie ostro i w największym pędzie do najbliższej pospieszył wioski. Tu, zatrzymawszy się przed szynkownią, kazał fornalowi wynieść szklankę piwa. Ten też je zaraz wypił duszkiem; lecz zaledwie szklankę spełnił, przechylił się i upadł martwy na ziemię. Nie minęło go więc przeznaczenie, bo topich musiał mieć swoja ofiarę – choćby za pośrednictwem piwa.”

wróć

Jeden z nich miał miał dodatkowy przymiotnik, pamiętasz?

szkaradny

SZPETNY

paskudny

wróć

Right answer

Zmora - była zwana też kikimorą lub marą, (stąd powiedzenie "sen - mara, Bóg wiara").Mara to dusza człowieka, który zmarł nagłą śmiercią bez rozgrzeszenia. Mogła być duszą zmarłej osoby, ale równie dobrze mogła
to być złośliwą duszą żyjącej osoby, która korzystając ze snu "właściciela" opuszczała jego ciało i używała ile wlezie. Dana osoba mogła nawet nie wiedzieć, że jej sen uwalniał zmorę. Lubiła się w nocy sadowić na piersiach śpiącej osoby i powoli pozbawiać ją tchu. Zmora miała możliwość transformacji w rozmaite zwierzęta: kota, kunę, żabę, mysz a także
w przedmioty martwe, jak słomka czy igła. Jak można było uchronić się przed zmorą i marą? Skuteczną metodą była zmiana pozycji snu - tzn. należało położyć się w łóżku odwrotnie, tam gdzie nogi - głowa. Myliło to większość demonów. Dodatkowo można było spać ze skrzyżowanymi nogami. A jeśli obudzimy się w nocy i ujrzymy dławiącą nas zmorę (lub marę) możemy obiecać jej sera, bo powszechnie wiadomym było, że demony
te uwielbiają nabiał. Ogólnie był to demon dość naprzykrzający się ale łatwy do okpienia i zasadniczo nieszkodliwy.

LEGENDA O POKONANEJ KIKIMORZE


Zdążyło się kiedyś, że rodzina chłopów przez całe miesiące borykała się z problemami, jakie sprawiała im ich chata. Ciągle coś skrzypiało i piszczało, a po nocach nie dało się spać ze względu na piski i okropny charkot dobiegający ze strychu. Pewnego wieczora chłop żalił się innym kmiotkom w pobliskiej karczmie, że chyba trzeba będzie szukać dla siebie i rodziny innego miejsca na świecie.
Szczęśliwie całej tej rozmowie przysłuchiwał się kupiec, wracający z krajów leżących daleko na wschodzie. Pykał fajeczkę i drapał za uchem ogromnego wilka, który leżał u jego stóp. W końcu podszedł do chłopa i zagadnął, że chyba ma rozwiązanie na jego problemy. Wędrując od wielu lat przez wielki świat słyszał o podobnych potworach i chyba potrafiłby sobie z nimi poradzić.
Umówili się, że chłop zabierze rodzinę do sąsiadów, a jego miejsce zajmie kupiec ze swoim wilkiem.
Pierwsza noc minęła raczej spokojnie, podobnie jak druga i trzecia. Za to kolejna była pełna wrzasków i krzyków dobiegających ze strychu. Potwór początkowo lekko onieśmielony nowym gospodarzem, zaczął teraz szaleć ze zdwojoną siłą. Kolejnej nocy kupiec pootwierał wszystkie drzwi i okna, a potem wpuścił do domu wilka.
W nocy Kikimora zeszła ze strychu i zaczęła z zainteresowaniem myszkować wśród rzeczy nowego mieszkańca chaty. W końcu zobaczyła wilka i wzięła go za zwykłego psa, który i tak nie potrafił jej dostrzec. Jednak pomyliła się. Wilk jako dzikie stworzenie, niewiele różnił się od bestii z cienia i doskonale widział potwora snującego się po domu.
W końcu Kikimora zwróciła uwagę na zwierzę, które jakby patrzyło wprost na nią i się rozzłościła. Podeszła bliżej i chciała już pociągnąć go za ogon, by wypłoszyć psiaka z domu, gdy nagle poczuła jego zęby na swoim karku. Wilk jednym kłapnięciem rozdarł jej szyję i bez chwili przerwy zabrał się za masakrowanie kolejnych części ciała staruchy. Ta przerażona reakcją zwierzęcia, zawyła i czmychnęła przez okno, by zniknąć gdzieś na okolicznych polach.
Potwór więcej nie wrócił, a chłop z rodziną żyli dalej tak, jak przed pojawieniem się potwora.


wróć

Chwyć kółko

i sprawdż co jest w środku

ser

miód

jajko

What is the correct way to write this word?

Jeśli obudzimy się w nocy i ujrzymy dławiącą nas zmorę (lub marę), co możemy jej obiecać, aby nas zostawiła w spokoju?

Que letra falta?

wróć

Right answer

Buka - miał wiele innych imion, jak chociażby Buba, Bobo, Bubbul, Macha, Matoha, Motolica. Nazywano go również Kasznej i Kosznej,
a potem lud począł mówić Kościej, bo przecież był to "kościany mąż straszliwy". Buka towarzyszył spotkaniom czarownic na Łysej Górze i może dlatego często mówiono nań jako o dozorcy czarownic. Jeżeli czarownice chciały skrzywdzić poczciwego człowieka, wtenczas Buka ukazywał im się jako kozioł i wtedy przerażone jego strasznym wyglądem uciekały na miotłach. Czyniły to w takim popłochu, że łamały ręce, nogi lub ginęły, spadając na ziemię. Spotykała je kara dlatego,
bo miały szkodzić swoimi czarami tylko ludziom złym.

https://www.youtube.com/watch?v=3fWO5P9Zbuo&list=RD3fWO5P9Zbuo&index=2

wróć

Chwyć kółko

i sprawdż co jest w środku

kozioł

baran

wilk

Jeżeli czarownice chciały skrzywdzić poczciwego człowieka, wtenczas Buka ukazywał im się jako?

Que letra falta?

wróć

Right answer

Wampir. Pierwotnie zwany był wąpierzem lub po prostu upiorem. Wierzono, że jest to nieboszczyk, który za życia posiadał dwie dusze. Jedna z nich po śmierci podążyła w zaświaty, zaś druga została w ciele i w niektóre noce zmuszała zmarłego do powrotu do świata żywych. Wąpierze nie lubią czosnku i cebuli, stąd dobrze jest mieć w domu nieco tych warzyw .Wskazane jest ich spożywanie. Wąpierza można też skutecznie odstraszyć wbijając nóż w jego cień. Mogą przybierać też postać nietoperzy, są wrażliwe na srebro, które je odstrasza. Słowiański wąpierz trafił do kultury angielskiej pod nazwą "vampyre" wraz z powieścią Brama Stokera Dracula z 1897 roku, ukazująca działalność hrabiego Vlada IV, zwanego Draculą, w Transylwanii. Wraz z kulturą masową powrócił do nas jako wampir.

LEGENDA O WĄMPIRZE

W pewnej wsi, a w zasadzie odległej od innych osadzie, do której jedynie z rzadka docierały wieści ze świata, mieszkańcy żyli od lat w harmonii z przyrodą i sobą nawzajem. Nie zdarzały się tam żadne tragedie, poza tymi naturalnymi, które od zawsze prześladowały biedaków. Pewnej jesieni jednak coś się zmieniło. Zmarła zdrowa niedawno dziewczyna, a po niej chłopiec, dzieciak jeszcze. Początkowo uznano to za tragedię i zwykły pech. Jednak po miesiącu znów rozchorowały się i szybko umarły dwie kolejne osoby, również młode i wydawałoby się zdrowe. Ludzie zaczęli niepokoić się o los swoich pociech. Doszukiwali się winnych w dawnych i mrocznych podaniach. W tym samym czasie, nieopodal wsi przejeżdżał tabor cyganów i to ich poproszono o pomoc w tej tragedii. Cyganie bez zbędnych słów zabrali się do roboty, gdyż jako lud nigdy nie ucywilizowany, doskonale znali świat z cienia, w którym grasują potwory, o jakich wszyscy inni już zapomnieli. Unieszkodliwili potwora i po wszystkim cyganie pojechali w swoją stronę, a chłopi wrócili do dawnego, spokojnego życia.

wróć

Chwyć kółko

i sprawdż co jest w środku

SREBRO

OŁÓW

ZŁOTO

Na jaki metal wrażliwe są wąpierze?

Que letra falta?

wróć

Strzyga to stwór podobny nieco do wąpierza. Strzyga nienawidzi światła słonecznego i dnia, ponieważ słońce jest dla niej mordercze. Istniała w świadomości mieszkańców dawnej Rzeczpospolitej Obojga Narodów jako człowiek posiadający dwie dusze, które w momencie śmierci się rozdzielały. Jedna z nich wędrowała wtedy tam, gdzie jej miejsce, czyli w zaświaty, zaś druga pozostawała w ciele zmarłego i go ożywiała. Czasem straszyła ludzi, czasem jednak im pomagała, dzieląc się swoim darem jasnowidzenia i wykrywania innych upiorów.

STRZYGI

Kiedy jesień się na dobre zaczyna,

kiedy w polu czerwienieje jarzębina,

kiedy liście pędzą z wiatrem

na wyścigi, z ciemnych dziupli wykradają się strzygi.

Idą boso na rozstajne drogi,

w szare włosy wplatać ciernie i głogi,

w strugach deszczu nad dachami przelatać,

śpiącym koniom senne grzywy zaplatać.

Czasem myślisz – to puchają puchacze,

a to strzyga na rozstajach płacze.

Czasem myślisz – wiatr zawodzi w drzewach,

a to strzyga na rozstajach śpiewa.

Czasem myślisz – co tam w deszczu śmiga?

A to strzyga, mój mały,to strzyga…


DANUTA WAWIŁOW

www.wierszykarnia_fragment.pdf

wróć

Jaki dar posiadaly strzygi, pomagając czasami ludziom?

Wróżenia

Jasnowidzenia

Zaklinania przyszłości

wróć

Chobołt ukazywał się jako ptak, najczęściej jako sowa lub kura; albo jako karzełek w czerwonej szacie. Najchętniej spędzał czas w pobliżu siedzib ludzkich. Szukał towarzystwa człowieka i pragnął mieć w nim opiekuna. Ukazując się pod postacią kury, przygarnięty do domostwa potrafił obdarowywać gospodarza majątkiem, wymagając wygód i dobrego obejścia się
z nim na czas kiedy służył. Zaniedbany odbierał cały dobytek, obdarowując kogoś innego, lepiej o niego dbającego.

https://www.youtube.com/watch?v=dzAUjd-qUG8

wróć

Ukazywał się jako ptak, najczęściej jako sowa lub kura.
Jak się nazywał?

Chochoł

Chobołt

wróć

Ognik. Uważano je za pokutujące po śmierci dusze ludzi niegodziwych, zwłaszcza oszukańczych geometrów i niesprawiedliwych właścicieli ziemskich. Zazwyczaj uważano je za nieprzychylne ludziom, mogące wywieść wędrowców na manowce. Niekiedy błędne ognie wiązano także z ukrytymi
w ziemi skarbami. Tajemniczego pochodzenia światło które hipnotyzowało nieświadomych podróżnych, którzy podążali
za owym zjawiskiem. Zła natura ognika sprowadzała na człowieka nieszczęście w postaci ugrzęźnięcia w jakimś
bagnie, bądź jeziorze o które w Polsce nie trudno.
W rzeczywistości zjawisko błędnych ogników związane jest
z samozapłonem gazów (głównie metanu) wydobywających
się z gnijących szczątków roślin i zwierząt lub też ze
zjawiskiem bioluminescencji występującym u owadów
z rodziny świetlikowatych.

OGNIKI

Pod Ciepła Górą w miesięczne noce przedziwne rzeczy się działy


Nadprzyrodzone, nieznane moce jakież tu harce wyprawiały


Trzciny na bagnach groźnie szumiały i pałki w szuwarach bębniły


Ptaki wrzeszczały, lisy szczekały, bały się czegoś? Coś kryły?


Z bulgotem błota nieczyste siły z bagien ogniki wyrzucały


A potem cisza i w jednej chwili opary bagna otulały


Nad pola, lasy, łąki i moczary błękitne ognie wzlatywały


Ognie? Nie…dusze mierniczych za złe pomiary pokutę swą odprawiały


Mierzyły, biegały jak szalone, a kiedy pierwsze kury zasypiały


Błędne ogniki pracą zmęczone, w głąb bagien powracały.


wróć

Argon

Metan

Jak nazywa się gaz odpowiedzialny

za zjawisko "błędnych ogników"?

wróć

Kautki to maleńkie, liczące kilka cali istotki przynoszące goszczącym je ludziom dobrobyt i pomyślność. Kiedy chciały się osiedlić w jakimś domu rzucały na podłogę śmieci – kawałki sznurków, kamyki, czy rozbite skorupy. Czasem sypały też do dzbanka z mlekiem lub piwem paprochy. Gdy ktoś wzgardził tymi „darami” żyjątka odchodziły obrażone, nierzadko podpalając przedtem obejście. Jeśli zaś gospodarze nie wymietli izby, zniesione „podarunki” przyjęli z szacunkiem, a zabrudzony napitek wychylili bez skrzywienia, uznawano to za zawarcie obustronnej umowy. Kautki zamieszkiwały odtąd pod żłobem, skąd nocami wychodziły by doglądać bydła, pomagać w pracach domowych i znosić do gumna różne cenne dobra. Pani domu dokarmiała pomocników mlekiem i owsem, uważała też by ich nie urazić. Po kilku latach spolegliwi wieśniacy dochodzili z pomocą uczynnych istotek do sporego majątku. Wtedy kautki prosiły o należną wypłatę w postaci nowych ubranek. Otrzymawszy je odchodziły na zawsze.

Kautki

Pewien stary wyrobnik z Palczewic opowiadał, że dawniej służył jako parobek u pewnego gospodarza w Zakrzewie. Wieczorami często widział Kautka, który leciał na niebie w Zakrzewie jako ognista kula z długim ogonem. Następnie wlatywał do komina z różnymi dobrami, musiał bowiem służyć chłopu. Dlatego na podwórzu często „płonęło”. Wkrótce w chacie znajdowano mięso, zboże, pieniądze, przędzę. Gdy zawołano do niego: „Stary Kautku, rzuć coś!”, wówczas rzucał czymś z tych dobrych rzeczy w dół. Trzeba było jednak uważać, by być wówczas pod dachem, bo mogło się również zdarzyć, że obdarowany nie mógł się uwolnić od przykrego zapachu - lub wszy.

wróć

Mekiem i miodem

Mlekiem i owsem

Czym dokarmiala każda gospodyni swoje kautki?

wróć

Wilkołak, oborot (wilkodłak). Człowiek okresowo przybierający postać zwierzęcia. Etymologicznie nazwa oznacza osobnika w wilczej skórze. Wilkołak posiadał nadnaturalne zdolności, siłę

i zwinność, a także możność widzenia w kompletnych ciemnościach. Mógł stać się nim człowiek ugryziony przez wilkołaka lub na skutek rzuconego nań uroku. Czasami czar dawało się odwrócić. Jednocześnie znajdowało się wielu chętnych do przyjęcia klątwy „na ochotnika”, szczególnie wśród ludzi słabych, spragnionych posiadania wielkiej mocy, a także poszukujących na kimś zemsty. Pozostałością po tych wierzeniach był zwyczaj przebierania się za zwierzęta podczas świątecznych korowodów, ceremonii i obrzędów religijnych. Te zwierzęce postaci nazywano często okrutnikami.
W opowieściach ludu jednostki świadome swego wilkołactwa często świadomie skazywały samych siebie na banicję – wybierały samotniczy tryb życia, po to by nie skrzywdzić żadnego niewinnego człowieka

Dziewczyna i wilkołak

Dziewczyna jedna, dowiedziawszy się, że ją narzeczony chce porzucić, zawiązała mu przez zemstę chusteczkę na szyji, dając nową czy też poprawiając starą i mówiąc przy ściąganiu jej, by się usprawiedliwić z tej czynności: „mój kochany jak ty masz źle chusteczkę zawiązaną”. Skutkiem tego zamienił się on zaraz w wilka i zmuszony zatrzymać wspomnianą chusteczkę jako obrożę, pobiegł do boru, złączył się z innemi wilkami i razem z niemi żył i napadał na ludzi i stada. Aż tu, jednego razu, po latach wielu, po sutej przy padłym koniu biesiadzie, wilk ów napiwszy się w bagienku wody, zaczął z towarzyszami igrać, przewracać się i kulac po łące. Wtem drugi wilk, schwyciwszy go przypadkiem za szyję, zerwał z niej obróżę (alias ową chusteczkę), a wilkołak natychmiast odzyskał dawną postać ludzką. Przerażone tem wilki uciekły; on zaś wrócił do wsi i nauczony tą przygodą, był odtąd dla dziewczyny stałym i pojął ją za żonę.

wróć

Okrutnikami

Bestiami

W ludowych opowieciach nazywano wilkołaki także:

Dziewczyna i wilkołak

Dziewczyna jedna, dowiedziawszy się, że ją narzeczony chce porzucić, zawiązała mu przez zemstę chusteczkę na szyji, dając nową czy też poprawiając starą i mówiąc przy ściąganiu jej, by się usprawiedliwić z tej czynności: „mój kochany jak ty masz źle chusteczkę zawiązaną”. Skutkiem tego zamienił się on zaraz w wilka i zmuszony zatrzymać wspomnianą chusteczkę jako obrożę, pobiegł do boru, złączył się z innemi wilkami i razem z niemi żył i napadał na ludzi i stada. Aż tu, jednego razu, po latach wielu, po sutej przy padłym koniu biesiadzie, wilk ów napiwszy się w bagienku wody, zaczął z towarzyszami igrać, przewracać się i kulac po łące. Wtem drugi wilk, schwyciwszy go przypadkiem za szyję, zerwał z niej obróżę (alias ową chusteczkę), a wilkołak natychmiast odzyskał dawną postać ludzką. Przerażone tem wilki uciekły; on zaś wrócił do wsi i nauczony tą przygodą, był odtąd dla dziewczyny stałym i pojął ją za żonę.

wróć

Latawica i latawiec. Obdarzone anielską powierzchownością zajmowały się… rozkochiwaniem do szaleństwa. Osaczone przez

nie osoby z miłości traciły zmysły i w efekcie chęć do życia. Powabne latawice wyginając swe kształtne ciała pląsały w świetle księżyca, wzlatując w niebo na jedwabistych skrzydłach, niczym motyle, przy czym wirowały wokół nich na wpół rozplecione złoto-pszenne warkocze; to wystarczało, żeby skutecznie zawrócić
w głowie każdemu mężczyźnie. Latawce tymczasem zagrażały dziewczętom, bowiem uwodziły je , doprowadzając do szału .
Inna wersja mitu kojarzyła latawca i latawicę z wiatrami
i wirami powietrznymi.
W kolejnym micie latawiec był ognistym, latającym po niebie duchem, przynoszącym ludziom zboże i złoto (stąd nazwa dziecięcej zabawki, unoszącej się na wietrze).

Latawiec

Latawiec, gdy wypatrzył sobie najpiękniejszą niewiastę czy dziewoję wiejską, zrywał ogniwo złote, którym był przykuty do nieba, i rzucał się z obłoków. W tym przelocie świecił jak świetna gwiazda, ale im bliżej ziemi, tracił blask swój niebiański, odpadały mu skrzydła, a przybierał postać najdorodniejszego młodzieńca. Żadna kobieta nie była w stanie oprzeć się potędze jego spojrzenia. A dotknięcie ręki Latawca zamieniało ją prawie w kamień. Wlepiała w niego oczy z nieopisaną rozkoszą, serce jej uderzało nie znanym jej nigdy uczuciem, pragnęła jego pieszczoty. Od pierwszej chwili poznania go, jakby nie należała do ziemi, zrywała wszelkie stosunki rodzinne. Nic ją w domu nie zajmowało (…), biegła w to miejsce, gdzie pierwszy raz go ujrzała. Stąd, wlepiwszy tęskne oczy w niebo, wzywała go spojrzeniem, głosem i pragnieniem serca…

wróć

Zboże i miód

Zboże i złoto

W jednym z mitów latawiec był ognistym, latającym po niebie
duchem, przynoszącym ludziom...?

wróć

Brawo, od dziś możesz siebie Nazywać znawcą wszelakiej maści straszydeł. Ale to tylko pierwszy krok, dalej możesz pójść samodzielnie. Wystarczy ciekawość i chęć poznania...


a może przygoda za rogiem?

Znalazłeś się tutaj, bo ciekawość to pierwszy stopień do ... wiedzy:)

Jeśli uda Ci się przejść ten test, nagroda czeka właśnie na Ciebie. Zaczynamy?

Mieszkały w rzekach i jeziorach. Miały długie włosy, nosiły wieńce

z kwiatów i powłóczyste białe szaty. Najczęściej milczały,
ale potrafiły pięknie śpiewać. Chwyć za świeczkę,
poszukaj jak się nazywały i wpisz.

sprawdź

BRAWO,

MOŻESZ PRZEJŚĆ DALEJ:)

syreny

rusałki

NIESTETY:(

SPRÓBUJ JESZCZE RAZ:)

Gramy dalej? A teraz z "innej beczki". Znalazłeś dziwny dokument,

ale w małych częściach, musisz go poskładać.
Wtedy odpowiesz na pytanie. Jak miala na imię Biała Dama z Zamku?

  • 4
  • 4
  • no

Wszyscy znamy legendę

o warszawskim bazylis zku. Przeczytaj naszą
i zgadnij, gdzie się zdażyła?

w Szczecinie

w Gdańsku

w Kołobrzegu

Przed wiekami, gdy do miasta przybijały statki z najodleglejszych zakątków świata, przywożono na nich towary i przeróżne dobra. Od drogich tkanin, o które zabiegały bogate mieszczanki, pachnące niesamowicie przyprawy, poszukiwane przez mistrzów piekarnictwa z Torunia. Jednak poza towarami od czasu do czasu ze statków schodziło coś innego, coś mrocznego, co w obcym dla siebie świecie wiło gniazda i żerowało na nieświadomych niczego ludziach. Pewnego wieczoru, tuż przed zamknięciem doków, do portu wpłynął statek z dalekiej wyprawy. Podobno wypłynął z polską solą i zbożem do afrykańskiego kraju, w którym pustynia styka się z morzem. Podczas długiej drogi, , marynarze nie potrafili znaleźć dla siebie miejsca na pokładzie. Coś ich niepokoiło i nie pozwalało zasnąć. W końcu zaginął ktoś z załogi, potem kolejny. Po powrocie do domu, kapitan nie wspomniał o tym nikomu, bojąc się, że zostaną uznanymi za nosicieli jakiejś paskudnej, nieznanej choroby. Szybko rozładowano przywiezione towary. Nikt nawet nie zauważył, że wraz z ludźmi

na ląd zeszło coś jeszcze! Dziwne i obce stworzenie, niby wąż, niby ptak, trochę do smoka podobne.
Pod ukryciem nocy istota uciekła, wprost do wielkiego miasta na wybrzeżu do miejskich kanałów. Z czasem miastem wstrząsnęły tajemnicze ataki na ludzi, pracujących w kanałach. Potem zaczęły znikać całe rodziny wprost ze swoich sypialni. Terror ciągnął się miesiącami do czasu, gdy wieści o tragedii dotarły do pewnego starego wojaka, który za młodu świat zjeździł wzdłuż i wszerz. Rozpoznał on w opowieściach robotę bazyliszka, którego nieostrożnie marynarze do Polski przywieźli. Prędko zjawił się w ratuszu wraz z synem
i opowiedział o swoich podejrzeniach. Podczas gdy wszyscy wokół zastanawiali się, jak sobie z potworem poradzić, żołnierz i jego syn przyglądali się zgromadzonej w pomieszczeniu zabytkowej broni. W końcu przybysz przerwał bezowocne dyskusje i wskazał na starą, rycerską zbroję. Stwierdził, że poradzi sobie ze stworzeniem, lecz potrzebuje, by mu ten stary pancerz ktoś wypolerował do połysku. Choć wszyscy zastanawiali się po co staremu lśniąca zbroja, nikt nie dyskutował i w mig prastary pancerz stał przed żołnierzem, błyszcząca aż oczy bolały. Ten pomógł założyć stalowe blachy na swojego syna i kazał się prowadzić do wejścia pod ziemię, gdzie jak się spodziewano, żył bazyliszek. Młodzieniec w asyście ojca z
szedł po stromych schodachi pomaszerował w głąb śmierdzących czeluści, uzbrojony jedynie w pochodnię. Długo nie trwało, gdy zgromadzeni przed wejściem ludzie usłyszeli straszny skowyt, a zaraz potem ziemia zadrżała i nastała cisza. Gdy wszyscy już spodziewali się najgorszego i położyli krzyżyk na odważnym młodzieńcu, ten wychynął z ciemności, ciągnąc za sobą jakiś obrzydliwy kształt. Był to potwór prawdziwy
z wielką paszczą na końcu wężowego cielska i oczami ogromnymi jak spodki. Wyjaśnił, że potrzebował błyszczącej zbroi, w której potwór mógł zobaczyć sam siebie i zginąć od własnej broni. Podobno głowa bazyliszka wciąż spoczywa w najlepiej strzeżonym miejscu w ratuszu.
I choć spojrzenie martwego potwora już nie zabija, wciąż wywołuje u patrzącego mu w oczy strachi przerażenie.


Użycie określenia „człowiek” w stosunku do owego osobnika można uznać za nieścisłość. To, co stało na skraju szosy machając rękami, przypominało wprawdzie człowieka, lecz bynajmniej nim nie było. Bo czy można nazwać człowiekiem istotę posiadającą tylko jedną, i w dodatku drewnianą nogę, zamiast rąk dwa suche patyki, a zamiast nosa kawałek sękatej gałęzi? Ów dziwaczny stwór ubrany był w poszarpaną i pozbawioną guzików kapotę, na głowie zaś - o ile to można nazwać głową - miał stary, usiany dziurami kapelusz o nieokreślonym kolorze.

Dziwny autostopowicz uniósł nakrycie głowy, odsłaniając zmierzwioną czuprynę, która do złudzenia przypominała wiecheć słomy, i zapytał:
- Przepraszam bardzo, czy jedzie pan do Kielc?
Redaktor Ryś przez chwilę nie odpowiadał, ponieważ musiał najpierw zamknąć otwarte ze zdumienia usta i uszczypnąć się w rękę, aby stwierdzić, że nie śni. Po chwili zdołał wykrztusić z siebie jedno jedyne słowo:
- Tak.
- Jestem wobec tego zachwycony - powiedział nieznajomy. - Czy byłby pan uprzejmy podrzucić mnie w okolicę Kielc?
- Proszę bardzo.
Jak z tego widać, redaktor powoli wracał do równowagi, bo wypowiedział już dwa słowa.


A teraz baaardzo trudne pytanie, dla najlepszych:) Przeczytaj fragment książki,

na podstawie której zrealizowano animowany film.
Jaki miała tytuł?

Kochajmy straszydła

Gospoda pod upiorkiem

Jesteś super, gratulacje.
Oto Twoje tajne hasło:
"Kochajmy straszydła"
Wystarczy wysłać to hasło, swój adres pocztowy i numer telefonu do 15 listopada na mail:123warszawiak@1944.pl
a potem tylko czekać na nagrodę, Dziękujemy:)

ups, lepiej wróć

powrót