Want to make creations as awesome as this one?

Poczytaj ze mną

Transcript

Bycie innym wcale nie jest złe

Świat byłby niepełny, gdyby żyli na nim sami zwyczajni ludzie. Zwyczajni ludzie robią mnóstwo zwyczajnych rzeczy, bez których nie umielibyśmy żyć.Ale to dziwni ludzie wspinają się na najwyższe szczyty gór, latają w kosmos, patrzą godzinami w gwiazdy. Przekraczają granice światów... albo zdrowego rozsądku. Albo piszą książki.Opowieść niby dla dzieci, ale dorośli też znajdą coś dla siebie.

W pewnym starym, niesamowitym domu na uboczu, za wysokim ogrodzeniem, mieszka chłopiec imieniem Bożek, zwany też Niebożątkiem, który nigdy nie jest sam. Bo oprócz starej skrzyni ze skarbami i najfajniejszej mamy pod słońcem ma też najprawdziwszego anioła stróża... a pod jego łóżkiem mieszka potwór, który ciągle podkrada mu kapcie.

Trochę straszna historia o tym, że bycie innym wcale nie jest takie złe, jak może się z początku wydawać, lecz najważniejsze jest zawsze bycie sobą.Chociaż większość bohaterów Małego Licha... to niekoniecznie ludzie, i w nich można doszukać się typowo ludzkich zachowań i odruchów.

Marta KisielMałe Licho i ...

Małe Licho i tajemnica NiebożątkaMałe Licho i anioł z kamieniaMałe Licho i lato z diabłem

Il. Paulina Wyrt

Jakie lekturydzieci lubią najbardziej? Takie, w których dużo się dzieje, jest śmiesznie i lekko ckliwie, a na dodatek bohaterem jest ich rówieśnik. Wszystko to znajdziemy w cyklu Małe Licho i ...

Przeczytaj fragment

Nie tak znowu dawno temu, bo zaledwie przed miesiącem lub sześcioma, a może jeszcze kiedy indziej, na skraju pewnego miasta stał dom. Stał tam od wielu lat, lecz mało kto o nim wiedział, a ci, którzy wiedzieli, rzadko o tym pamiętali. Nawet listonosz ciągle o nim zapominał, dlatego co rusz musiał się wracać.Uliczka, przy której stał dom, obrośnięta nieprzebytymi chaszczami, wiodła nie wiadomo gdzie i po co. Czasem ktoś skręcił w nią przypadkiem, lecz po kilkudziesięciu metrach zawracał, równie zbłąkany, co speszony lub wręcz oburzony faktem, że też w dzisiejszych czasach istnieją jeszcze uliczki tak bezcelowe. A gdyby uruchomił ciekawość zamiast nawigacji w smartfonie i zapuścił się kawałek dalej, ujrzałby, że z owych chaszczy ni stąd, ni zowąd wyłania się po jednej stronie wysokie, pokryte bluszczem ogrodzenie, a nad nim gęste korony drzew i przezierający spomiędzy nich dach – omszały, dziurawy i śmiesznie zapadnięty. Przez to wygląda trochę, jak gdyby się cieszył, że w końcu zaczął tracić mleczne dachówki i już wkrótce będzie prawie dorosłym dachem. Gdyby ów ktoś odpowiedział mu uśmiechem i przystanął na chwilę, żeby przypatrzyć się trochę lepiej, dostrzegłby wśród bluszczu bramę. I może podszedłby wtedy bliżej, jeszcze bliżej, żeby zerknąć z zaciekawieniem przez dziurkę od klucza, a wówczas zobaczyłby coś naprawdę, ale to naprawdę niesamowitego.Lecz dach był stary i ogrodzenie też było stare, i brama w tym ogrodzeniu, i bluszcz, który je porastał, a ludzie na co dzień za bardzo się spieszyli do swoich nowych, ważnych spraw, żeby szukać szalonych przygód przy takich uliczkach jak ta, na uboczu. I nikomu nawet by do głowy nie przyszło, że po drugiej stronie ogrodzenia, w starym domu pod uśmiechniętym, szczerbatym dachem, ktoś mieszka. I że tym kimś jest mały chłopiec.No, może nie taki znowu całkiem mały, o czym niezbicie świadczyła kolejna rysa na framudze, parę centymetrów wyżej niż poprzednia. Chłopiec miał oczy jak dwa chabry i włosy jak len, poskręcane w niesforne pukle, które słuchały tylko wiatru (bo grzebienia czy szczotki to na pewno nie). I też ciągle się uśmiechał, chociaż niedawno wypadł mu kolejny ząb, a dwa inne wciąż z mozołem wyrastały. W rezultacie chłopiec chwilowo szczerzył się do świata głównie szparami po zębach i trochę seplenił, czym się jednak wcale nie zrażał, zwłaszcza że buzia rzadko mu się zamykała, nawet przy myciu zębów. W starym domu miał swój własny pokój na piętrze, a w nim stare łóżko, które trochę się zapadało, jeden regał pełen książek, drugi z grami planszowymi oraz wielką drewnianą skrzynię. Zajmowała całą wnękę pod oknem i trzeba było obu rąk, a najlepiej to trzech, żeby dźwignąć wieko. Chłopiec trzymał w niej najwspanialsze skarby, jakie dotąd udało mu się zgromadzić: kamyczki z kolorowego szkła, czachę z prawdziwego plastikowego marmuru, pająka z pompką, który co prawda od dawna nie skakał, ale wciąż wyglądał naprawdę strasznie, zwłaszcza gdy się go przypadkiem nadepnęło po ciemku, żołnierzyki, piłeczkę z gwiazdkami zatopionymi w kauczuku, trochę już zmatowiałą i nadgryzioną z jednej strony, całkiem dobry kalejdoskop, farbę w sprayu, trzydzieści cztery pudełka po zapałkach, scyzoryk, gumowego kurczaka oraz wspaniałą kolekcję chrabąszczy. Chrabąszcze – siedem zielonych, cztery żółte i jeden różowy – były bardzo duże i plastikowe. Na początku śmiesznie pachniały, ale w końcu im przeszło. Pozostawione przez cały dzień na parapecie świeciły w ciemności niesamowitym blaskiem. Poza tym świetnie szturmowały zamki z klocków, ścigały się po świeżo wyfroterowanym parkiecie, skakały ze schodów na spadochronach z chusteczek higienicznych i sznurka albo wędrowały pstrokatą karawaną po bezkresnych wydmach piaskownicy w ogrodzie. No i doskonale pływały w garnku z zupą ogórkową, o czym chłopiec przekonał się trochę przypadkiem. A trochę nie.Oprócz tych wszystkich skarbów drobnych i nie do końca poważnych chłopiec miał też skarb największy – mamę, którą bardzo kochał i która bardzo kochała jego. I choć mama głęboko wierzyła w chodzenie spać wcześnie, tran i brokuły i często musiała za dużo pracować, to chłopiec w starym domu pod uśmiechniętym dachem nigdy, nawet przez chwilę, nie był sam.Bo oprócz pokoju, skrzyni i mamy miał też najprawdziwszego na świecie anioła stróża.A pod jego łóżkiem mieszkał potwór.

Cytaty pochodzą z książki i recenzji

Recenzja

Recenzja

Recenzja

Opis części

Powiązane z: