Want to make creations as awesome as this one?

Poczytaj ze mną

Transcript

Ponadczasowa opowieść o sile przyjaźni i potędze marzeń.Jak ważna jest miłość do swojego domu. Jak dobrze jest mieć dokąd wracać wieczorami, bez względu czy mieszka się w pałacu czy skromnej norce.Na dom składają się przede wszystkim wspomnienia, ciepło, miłe posiłki oraz towarzystwo, które w nim gości lub mieszka.

Kenneth GrahameO czym szumią wierzby

Są takie książki, które nigdy się nie starzeją. Ich treść jest dalej aktualna, a ujęte w nich postaci i wydarzenia zachwycają i wzruszają jednocześnie.„O czym szumią wierzby” to książka piękna i mądra. Dla dzieci atrakcyjna dzięki sympatycznym bohaterom i humorowi, dorosłego czytelnika urzeka trafnością satyry, doskonałą równowagą pomiędzy fantazją i rzeczywistością oraz pięknym językiem.

Wspaniała, pełna ciepła i humoru historia o prawdziwej przyjaźni, harcie ducha i tajemnicy natury. Niesamowite przygody czwórki przyjaciół wzruszają i bawią kolejne pokolenia czytelników.Książka od lat cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem czytelników. Na liście The Big Read BBC, obejmującej dwieście książek wszech czasów, znalazła się na wysokim 16. miejscu.Źródło

Całość dostępna w wersji elektronicznej

Przeczytaj fragment

[Fragment]– Pan Borsuk poszedł do swego gabinetu, proszę pana – odpowiedział jeż. – Mówił, że dziś rano będzie ogromnie zajęty i pod żadnym pozorem nie pozwolił sobie przeszkadzać.Wszyscy obecni doskonale zrozumieli to wyjaśnienie. Ostatecznie, kiedy się żyje życiem gorączkowym i ruchliwym przez sześć miesięcy w roku, a względnie lub całkowicie sennym przez pozostałe miesiące, nie można ciągle wymawiać się snem czy to od jakiejś roboty, czy też od obowiązków towarzyskich. Taka wymówka stałaby się w końcu monotonna. Zwierzątka wiedziały dobrze, że Borsuk po zjedzeniu obfitego śniadania zamknął się w swoim gabinecie, usadowił się w fotelu, wyciągnął nogi na drugi fotel, zakrył pyszczek czerwoną chustką i oddał się zwykłemu o tej porze „zajęciu”.Dzwonek u drzwi frontowych głośno zadźwięczał, więc Szczur, który miał pyszczek zasmarowany masłem od grzanek, posłał Billy’ego, młodszego jeżyka, zobaczyć, kto by to mógł być. W holu dało się słyszeć głośne tupanie, a po chwili Billy wrócił, poprzedzając Wydrę, która rzuciła się na Szczura i uściskała go z wyrazami gorącego powitania.– Dajże spokój! – wyjąkał Szczur z pełnymi ustami.– Tak też myślałam, że was tu zastanę w dobrym zdrowiu – rzekła Wydra wesoło. – Wszyscy byli strasznie zaniepokojeni, gdy przybyłam dziś rano na Wybrzeże. „Ani Szczur, ani Kret nie pokazali się w domu przez całą noc, musiało się stać coś strasznego”, mówili. A śnieg oczywiście pokrył wszystkie ślady. Ale ja wiem, że gdy kto wpadnie w tarapaty, udaje się zwykle do Borsuka, a w każdym razie Borsuk musi coś o nim wiedzieć. Przybiegłam więc prosto tutaj, brnąc w śniegu przez Puszczę. Ach! Jaki piękny był śnieg i to czerwone słońce, co błyszczało o wschodzie wśród czarnych pni drzew! Gdy szłam, otoczona ciszą, wielkie zwały śniegu ześlizgiwały się z gałęzi i spadały z głuchym odgłosem. Musiałam dawać susa w bok, szukając osłony. Podczas nocy wyrosły nagle śniegowe pałace, groty ze śniegu, śniegowe mosty, tarasy, okopy. Byłabym z rozkoszą została tam i długo się bawiła. Tu i ówdzie leżały wielkie gałęzie, obłamane pod ciężarem śniegu, a zarozumiałe raszki siadały na nich i skakały, zadzierając nosa, jakby te złamane gałęzie były ich dziełem. Nad moją głową, wysoko na szarym niebie, przeleciał klucz dzikich gęsi, a kilka wron kołowało nad drzewami. Przyjrzały się wszystkiemu dokładnie i odleciały do domu z wyrazem obrzydzenia. Ale nie spotkałam żadnej rozsądnej istoty, od której mogłabym się czegoś dowiedzieć. Mniej więcej w pół drogi natknęłam się na królika: siedział na pniu i mył łapkami swój głupi pyszczek. Wystraszył się okropnie, gdy podkradłam się od tyłu i położyłam mu przednią łapę na ramieniu. Musiałam mu dać parę szturchańców w łebek, aby go doprowadzić do przytomności. Udało mi się wreszcie wyciągnąć od niego wiadomość, że jeden z królików spotkał zeszłej nocy Kreta w Puszczy. Opowiadano podobno w norach, że pan Kret, przyjaciel od serca pana Szczura, miał jakąś nieprzyjemność, zgubił drogę, a „Oni” wyruszyli na polowanie i „pędzają go w kółko”. „Dlaczego żaden z was nic nie zrobił, aby mu dopomóc?” – spytałam. – „Co prawda, nie macie rozumu na zbyciu, ale jest was tysiące tęgich chłopów, z których tłuszcz aż kapie, a wasze podkopy prowadzą w rozmaite strony, mogliście przecież przygarnąć Kreta, zapewnić mu bezpieczeństwo i wygodę, a przynajmniej zrobić jakieś starania w tym kierunku”. „Co, my? My, króliki?” – odpowiedział po prostu. – „My, króliki, miałyśmy coś zrobić?”. Więc zdzieliłam go jeszcze raz po łebku i odeszłam. Nie pozostawało mi nic innego. W każdym razie czegoś się dowiedziałam. A gdyby mi się udało napotkać któregoś z „Nich”, byłabym zdobyła więcej wiadomości, no i bym „Ich” pouczyła.– Czy nie czułaś... hm... ani trochę zdenerwowania? – spytał Kret, którego na wspomnienie Puszczy ponownie nawiedził wczorajszy lęk.– Zdenerwowania? – Wydra pokazała w uśmiechu mocne, błyszczące, białe zęby. – Prędzej oni by się zdenerwowali, gdyby któryś spróbował na mnie swoich sztuczek! A teraz, Kreciku, bądź tak dobry i przysmaż mi parę kawałków szynki. Jestem straszliwie głodna, a mam moc do opowiedzenia Szczurowi, wieki już go nie widziałam!

Cytaty pochodzą z książki i recenzjiIlustracje: Marta Żurawska-Zaręba

Recenzja

Recenzja