Want to make creations as awesome as this one?

Ferie z zagadką

Transcript

Tytułowa bohaterka, jest całkiem zwyczajną dziewczyną, ma całkiem zwyczajne życie i całkiem zwyczajne kłopoty z rodzicami (nie słuchają jej, nie rozumieją). Tuż po przeprowadzce bohaterka zwiedza nowy dom. Odkrywa magiczny świat a w nim dom taki jak własny. Na obiad same smakołyki, cudowne zabawki [anioły, które po nakręceniu fruwają po pokoju, książki, w których ilustracje wyglądają jakby ożywały]. No i rodzice tacy jak ci prawdziwi, a nawet lepsi... Ale czy na pewno?

Prawdziwa odwaga jest wtedy, kiedy słaby wystąpi przeciwko silnemu w obronie kogoś, kogo kocha.

„Baśnie są bardziej niż prawdziwe: nie dlatego, iż mówią nam, że istnieją smoki, ale że uświadamiają, iż smoki można pokonać.”G.K. Chesterton

Neil Gaiman Koralina

"Oprócz walki dobra ze złem i niezłych pomysłów, „Koralina” to opowieść z dreszczykiem. Nie wstydzę się przyznać, że sam, w ciemnym mieszkaniu, kiedy już odłożyłem książkę, bałem się iść do łazienki ze zgaszonym światłem. Potem spojrzałem w lustro z lekkim niepokojem. W końcu nieufnie obserwowałem wiszące na ścianie klucze do piwnicy. Tak, tak, wystraszyłem się książki dla dzieci. Ale powtarzam jeszcze raz - takie są najlepsze. Odarte z pretensjonalności, udawania i snobizmu". [Rec.]

Neil Gaiman wyznał, żeKoralinęnapisał dla swoich córek – mamy zatem do czynienia z powieścią dark fantasy skierowaną do dzieci, z baśnią w pełnej krasie, z wyraźnymi nawiązaniami doAlicji w Krainie Czarów.

„Wy, ludzie, macie imiona. To dlatego, że nie wiecie, kim jesteście. My wiemy, kim jesteśmy, więc nie potrzebujemy imion.”

Przeczytaj fragment

XII [fragmenty]***Była na pikniku pod starym dębem na zielonej łące. Słońce wisiało wysoko, a choć na horyzoncie dostrzegła odległe białe obłoki, niebo nad głową miało barwę głębokiego, pogodnego błękitu.Na trawie rozłożono biały lniany obrus i rozstawiono mnóstwo półmisków – sałatki i kanapki, orzechy i owoce, dzbanki lemoniady, wody i gęstego mleka czekoladowego. Koralina siedziała z jednej strony, trzy pozostałe miejsca zajmowały dzieci, odziane nader osobliwie.Najmniejszym z nich, siedzącym po lewej stronie Koraliny, był chłopiec ubrany w czerwone aksamitne pumpy i białą falbaniastą koszulę. Twarz miał brudną. Na talerz nałożył sobie stos młodych gotowanych ziemniaczków i zimnego gotowanego pstrąga.– Cóż za cudowny piknik, moja pani – rzekł do niej.– Owszem – przytaknęła Koralina – istotnie. Ciekawe, kto go zorganizował.– Ależ, jak się zdaje, ty, pani – wtrąciła wysoka dziewczynka siedząca naprzeciwko Koraliny, ubrana w brązową bezkształtną suknię i brązowy czepek z wstążkami zawiązanymi pod brodą. – A my jesteśmy ci zań wdzięczni. Za niego i za wszystko inne. Słowa nie potrafią wyrazić naszej wdzięczności.Dziewczynka jadła kromki chleba z dżemem. Zręcznie odkrawała kolejne kawałki z dużego złocistobrązowego bochenka wielkim nożem, a potem drewnianą łyżką nakładała na nie fioletowy dżem. Całą buzię miała wymazaną dżemem.– O tak, to najsmaczniejsze dania, jakie jadłam od wieków – dodała dziewczynka z prawej strony Koraliny, blada, ubrana w coś, co najbardziej przypominało pajęczyny.W jasnych włosach lśniła srebrzysta opaska. Koralina mogłaby przysiąc, że dziewczynka ma skrzydła – nie ptasie, lecz srebrzyste skrzydełka motyla wyrastające z pleców. Na jej talerzu piętrzył się stos barwnych kwiatów. Uśmiechnęła się do Koraliny, jakby nie uśmiechała się od bardzo dawna i niemal, choć nie do końca, zapomniała, jak to się robi. Koralina odkryła, że czuje do niej ogromną sympatię.A potem, jak to bywa w snach, piknik dobiegł końca i cała czwórka bawiła się na łące. Biegali, krzyczeli, rzucali sobie błyszczącą piłkę. Koralina zrozumiała wówczas, że to sen, bo żadne z nich się nie zmęczyło, nie zdyszało. Nawet się nie spociła. Po prostu śmiali się i biegali, grając w coś, co trochę przypominało berka, trochę zbijanego, a tak naprawdę było po prostu świetną zabawą.Trójka z nich biegała po ziemi. Jasnoskóra dziewczynka fruwała nad ich głowami, śmigając na motylich skrzydłach, by schwytać piłkę, i wznosząc się w niebo, nim odrzuciła ją któremuś z pozostałych uczestników zabawy.Nagle, bez jednego słowa gra dobiegła końca. Cała czwórka wróciła na miejsca wokół obrusa. Lunch zniknął; zamiast niego czekały na nich cztery miseczki, trzy pełne lodów, jedna kwiatów dzwonka.Zgodnie rzucili się na desery.– Dziękuję, że przyszliście na moje przyjęcie – powiedziała Koralina. – Jeśli rzeczywiście jest moje.– Cała przyjemność po naszej stronie, Koralino Jones – odparła skrzydlata dziewczynka, chrupiąc kolejny dzwonek. – Gdybyśmy tylko mogli coś dla ciebie zrobić, odwdzięczyć się, podziękować.– O, tak – dodał chłopiec w czerwonych aksamitnych pumpach, obracając ku niej umorusaną buzię. Wyciągnął rękę i chwycił dłoń Koraliny. Teraz jego palce były bardzo ciepłe.– Uczyniłaś nam ogromną przysługę, pani – rzekła wysoka dziewczynka. Usta miała wysmarowane czekoladowymi lodami.– Po prostu cieszę się, że to już koniec – odparła Koralina.Czy tylko to sobie wyobraziła, czy też po twarzach pozostałych uczestników pikniku przebiegł cień?Skrzydlata dziewczynka, której opaska lśniła niczym gwiazda, na moment musnęła palcami wierzch dłoni Koraliny.– Dla nas to już koniec – powiedziała. – To nasz ostatni przystanek. Stąd wyruszymy do niezbadanych krain. Co będzie potem, nie wie nikt żywy... – Umilkła.– Jest jakieś ale, prawda? – zapytała Koralina. – Czuję to, jak deszczową chmurę w dali.Chłopiec po jej lewej próbował uśmiechnąć się odważnie, lecz jego dolna warga zadrżała. Przygryzł ją; milczał. Dziewczynka w brązowym czepku poruszyła się niespokojnie.– Tak, pani – rzekła.– Ale przecież sprowadziłam was tutaj, uwolniłam też mamę i tatę, zamknęłam drzwi na klucz. Co jeszcze miałam zrobić?Chłopiec mocno uścisnął rękę Koraliny.Nagle przypomniała sobie, jak zrobiła to samo, próbując go pocieszyć, gdy był jedynie chłodnym wspomnieniem w mroku.– Nie możecie mi dać jakiejś wskazówki? – spytała Koralina. – Powiedzieć czegokolwiek?– Wiedźma przysięgła na swą prawą dłoń – oznajmiła wysoka dziewczynka – ale skłamała.– Moja guwernantka – dodał chłopiec – mawiała, że nikomu nie przypada większe brzemię, niż zdoła udźwignąć. – Mówiąc to, wzruszył ramionami, jakby wciąż nie był pewien, czy to prawda, czy nie.– Powodzenia – powiedziała skrzydlata dziewczyna. – Życzymy ci szczęścia, mądrości, odwagi. Choć pokazałaś już, że nie brak ci żadnego z owych błogosławieństw. Masz ich wręcz w nadmiarze.– Ona cię nienawidzi – stwierdził chłopiec. – Od tak dawna niczego nie straciła. Bądź mądra, bądź dzielna, bądź podstępna.– Ale to nieuczciwe! – rzekła we śnie gniewnie Koralina. – To po prostu nieuczciwe. Wszystko powinno się skończyć.Chłopiec o brudnej twarzy wstał i mocno uścisnął Koralinę.– Pociesz się tym – szepnął – że żyjesz. Jesteś żywa.***Coś zaszeleściło przed drzwiami jej sypialni. Może to szczur? – pomyślała. Drzwi zatrzęsły się. Koralina wyskoczyła z łóżka.– Idź sobie – rzuciła ostro. – Odejdź albo pożałujesz.Po chwili ciszy tajemniczy intruz odbiegł w głąb korytarza. W jego krokach było coś dziwnego, nierytmicznego. Koralina zastanawiała się, czy może szczur ma dodatkową nogę...– To nie koniec, prawda? – powiedziała sama do siebie.Otworzyła drzwi sypialni. W szarym świetle przedświtu ujrzała cały korytarz. Był pusty.Ruszyła w stronę frontowych drzwi, zerkając szybko w wymontowane z szafy lustro wiszące po drugiej stronie korytarza. Ujrzała wyłącznie swą własną bladą twarz, senną i poważną.Z sypialni rodziców dobiegało ciche, dodające otuchy pochrapywanie. Drzwi jednak były zamknięte. Wszystkie drzwi w korytarzu były zamknięte. Cokolwiek ją zbudziło, musiało gdzieś się ukryć.Koralina otworzyła frontowe drzwi i spojrzała na szare niebo. Zastanawiała się, kiedy wzejdzie słońce i czy jej sen był czymś prawdziwym. W głębi serca wiedziała, że tak. Coś, co z początku wzięła za cień pod kanapą, wyskoczyło z mroku i na swych długich białych nogach popędziło szaleńczo ku drzwiom.Koralina otwarła ze zgrozy szeroko usta i odskoczyła, gdy intruz przebiegł obok niej i dalej za próg, poruszając się niczym krab na zbyt wielu chudych, zwężających się, tupiących nóżkach.Wiedziała, czym jest, i wiedziała, czego szuka. Przez ostatnie kilka dni widywała go aż nazbyt często, sięgającego naprzód, chwytającego różne rzeczy i wsuwającego posłusznie do ust drugiej matki czarne żuki. Intruz na pięciu nogach zakończonych szkarłatnymi paznokciami. Nogach barwy kości.To była prawa dłoń drugiej matki.Szukała czarnego klucza

Recenzja książki „Koralina” Neila Gaimana

"Po drugiej stronie zamurowanych drzwi"

Całość dostępna w wersji elektronicznej

Recenzje

„Koralina” – książka vs film

Gaiman Neil- "Koralina i tajemncze drzwi"

Koralina

Koralina – recenzja

Cytaty pochodzą z książki i recenzji

"bajkowa opowieść, nie wierzcie jej, tylko cieszcie się nią"