Want to make creations as awesome as this one?

Ferie z zagadką

Transcript

Magia, przyjaźń i przygody

Te opowieści znają wszyscy, ale jak się to zaczęło? Co było na początku?

"W owym czasie Sherlock Holmes mieszkał wciąż na Baker Street, a Bastable’owie poszukiwali skarbu na Lewisham Road. Każdy chłopiec musiał codziennie nosić sztywny kołnierzyk (jak do dziś w Eton), a uczył się w szkole przeważnie jeszcze bardziej nieznośnej niż dzisiaj. Za to jedzenie było lepsze, a co do słodyczy, to nie będę wam opowiadał, jak mało kosztowały i jak smakowały, żeby wam ślina na próżno nie napływała do ust. W tych to czasach żyła sobie w Londynie dziewczynka, która się nazywała Pola Plummer. "A także chłopiec o imieniu Digory, pan Ketterley, koń Truskawek, dorożkarz Frank, który w końcu został królem.Jest też magiczny Las Między Światami, zła czarownica Jadis z Charnu, no i powstaje magiczna kraina, która urzekła wszystch.

Znasz już tytuł?

C. S. LewisSiostrzeniec Czarodzieja

Tej książki nie trzeba przedstawiać.Ale trzeba przeczytać, podobnie jak kolejne tomy cyklu.Chociaż powstała jako kolejny tom, chronologicznie jest pierwsza. To tu rodzi sie Narnia i jej cudowni mieszkańcy.

Przeczytaj fragment

ROZDZIAŁ 5 [fragment]Żałosne SłowoDzieci patrzyły na siebie ponad kamiennym postumentem. Dzwon wciąż jeszcze drżał, choć nie wydawał już żadnego dźwięku. Nagle usłyszały jakiś szelest, dochodzący z drugiego, nie zniszczonego końca sali. Odwrócili się błyskawicznie. Jedna z postaci, ostatnia ze wszystkich, owa kobieta, która wydała się Digory’emu tak piękna, podniosła się ze swego tronu. Kiedy powstała, okazała się jeszcze wyższa, niż przedtem sądzili. I od razu można było poznać, nie tylko po koronie i wspaniałych szatach, ale i po błysku jej oczu i dumnym kształcie warg, że jest wielką królową. Popatrzyła po sali, zobaczyła ruinę i zobaczyła dzieci, ale wyraz jej twarzy nie pozwalał odgadnąć, co o tym pomyślała lub nawet czy była tym zaskoczona. Potem podeszła do nich szybkimi, długimi krokami.– Kto mnie obudził? Kto złamał zaklęcie? – zapytała.– To chyba ja – odpowiedział Digory.– Ty? – rzekła królowa, kładąc rękę na jego ramieniu. Była to piękna, biała ręka, ale jej palce zacisnęły się jak stalowe szczypce. – Ty? – powtórzyła. – Jesteś przecież dzieckiem, pospolitym dzieckiem. Już na pierwszy rzut oka można poznać, że w twoich żyłach nie płynie ani jedna kropla królewskiej lub choćby tylko szlachetnej krwi. Jak ktoś taki jak ty ośmielił się wejść do tego domu?– Przybyliśmy tu z innego świata, dzięki czarom – powiedziała Pola, która doszła do wniosku, że już najwyższy czas, by królowa zwróciła na nią uwagę.– Czy to prawda? – zapytała królowa, wciąż patrząc na Digory’ego i zdając się nie zauważać obecności Poli.– Tak, to prawda – wyjąkał.Królowa schwyciła go za podbródek i uniosła jego twarz, wpatrując się w nią uważnie. Digory próbował odwzajemnić spojrzenie, ale bardzo szybko spuścił oczy. Coś w niej onieśmielało go i przytłaczało. Po chwili puściła jego brodę i powiedziała:– Ty nie jesteś czarodziejem. Nie masz znaków. Możesz być najwyżej sługą czarodzieja. Ktoś inny musiał was tutaj przysłać.– To mój wuj Andrzej – rzekł Digory.W tym momencie gdzieś blisko, ale poza salą, rozległo się najpierw dudnienie, potem trzask, a potem huk walących się murów. Posadzka zadrżała.– Tu nie jest bezpiecznie – powiedziała królowa. – Cały pałac się wali. Jeżeli nie wyjdziemy stąd w ciągu kilku minut, zostaniemy pogrzebani pod ruinami. – Mówiła z takim spokojem, jakby oznajmiała, która jest godzina. – Chodźcie – dodała i wyciągnęła obie ręce do dzieci. Pola, której królowa wcale się nie podobała, nie pozwoliłaby się wziąć za rękę, gdyby tylko mogła. Ale chociaż królowa przemawiała z takim spokojem, jej ruchy były szybkie jak myśl. Zanim Pola spostrzegła, co się dzieje, jej lewa ręka została pochwycona przez dłoń o wiele większą i silniejszą od jej własnej.„To okropna kobieta – pomyślała. – Jest tak silna, że na pewno wyłamałaby mi ramię jednym ruchem. I trzyma mnie za lewą rękę, tak że nie mogę sięgnąć po żółtą obrączkę. Jeśli sięgnę prawą ręką do lewej kieszeni, mogę nie zdążyć jej wyciągnąć, zanim ta wiedźma zapyta mnie, co robię. A w żadnym razie nie możemy jej zdradzić, że mamy te pierścienie. Mam nadzieję, że Digory ma chociaż tyle oleju w głowie, żeby trzymać język za zębami. Dobrze by było zamienić z nim parę słów bez świadków”. Królowa poprowadziła ich z Sali Posągów do długiego korytarza, a potem przez labirynt sal, schodów i dziedzińców. Co jakiś czas słyszeli huk walących się ścian i sufitów, niekiedy zupełnie blisko. Raz jakiś olbrzymi łuk runął na ziemię w chwilę potem, jak pod nim przeszli. Królowa szła szybko – dzieci prawie biegły, aby dotrzymać jej kroku – ale nie okazywała najmniejszego lęku. „Ależ ona jest odważna – myślał Digory. – I silna. To jest dopiero prawdziwa królowa! Mam nadzieję, że opowie nam historię tego dziwnego miejsca”.Piękna pani rzeczywiście opowiedziała im trochę o pałacu, ale były to tylko zdania wypowiadane po drodze: „To są drzwi do lochów” albo: „To była stara sala rycerska, gdzie mój dziad zabił siedmiuset baronów podczas uczty. Buntownicze myśli chodziły im po głowie”.Doszli w końcu do sali największej i najbardziej dostojnej ze wszystkich, jakie dotąd zobaczyli. Sądząc po jej rozmiarach i po olbrzymich drzwiach na dalekim końcu, musieli wreszcie dojść do głównego wejścia do pałacu. Drzwi były matowoczarne, jakby z hebanu lub jakiegoś czarnego metalu, nie znanego w naszym świecie.Zamykały je potężne sztaby umocowane zbyt wysoko, by ich dosięgnąć, i z całą pewnością zbyt ciężkie, by je można było podnieść. Digory zastanawiał się, w jaki sposób stąd wyjdą.Królowa puściła jego dłoń i podniosła rękę. Wyprostowała się i stała przez chwilę bez ruchu. Potem wypowiedziała kilka słów, których nie zrozumieli (ale brzmiały strasznie), i wykonała gest, jakby rzucała czymś w czarne drzwi. I oto na ich oczach te olbrzymie, ciężkie wrota rozpadły się i znikły, pozostawiając po sobie jedynie trochę pyłu na progu. Digory gwizdnął z podziwu.– Czy ten mistrz magii, twój wuj, ma taką moc jak ja? – zapytała królowa, chwytając go ponownie za rękę. – Ale dowiem się tego później. A tymczasem zapamiętaj sobie to, co widziałeś. Taki jest los wszystkich rzeczy i ludzi, jeśli staną na mojej drodze.Przez otwór po unicestwionych wrotach wlewało się światło tak jasne, że nie byli zaskoczeni, gdy po wyjściu z pałacu znaleźli się na otwartej przestrzeni. W twarze wionął im wiatr, chłodny, lecz jakby nieco stęchły. Stali na wielkim tarasie, a przed nimi rozciągał się ponury, rozległy krajobraz.Tuż nad horyzontem wisiało olbrzymie, czerwone słońce, o wiele większe niż nasze. Digory pomyślał od razu, że jest również starsze od naszego: słońce u schyłku swego życia, zmęczone spoglądaniem na ten świat. Nieco powyżej słońca, na lewo od jego tarczy, płonęła samotna gwiazda, wielka i jasna. Te dwa obiekty, tworzące dziwnie posępną konstelację, były jedynymi światłami na czarnym niebie. A na ziemi, aż do widnokręgu, rozciągało się potworne, martwe miasto. Świątynie, wieże, pałace, piramidy i mosty – niekończący się labirynt ostrych kształtów rzucających długie, złowrogie cienie w świetle obumierającego słońca. Kiedyś przez miasto musiała płynąć wielka rzeka, ale woda dawno wyschła, pozostawiając tylko szeroki rów pełen szarego pyłu.– Przypatrzcie się dobrze temu, czego żadne oko nigdy już nie zobaczy – powiedziała królowa. – Takie było Charn, wielkie miasto, miasto króla królów, jeden z cudów tego świata, a może i wszystkich światów. Czy twój wuj panuje nad miastem tak wielkim jak to, chłopcze?– Nie – odrzekł Digory. Zamierzał wyjaśnić, że wuj Andrzej nie włada żadnym miastem, ale królowa mówiła dalej:– Teraz jest tu cicho. Ale stałam w tym samym miejscu, gdy powietrze pełne było odgłosów miasta Charn: stukotu obcasów i turkotu kół, trzaskania batów i jęku niewolników, łoskotu rydwanów i dudnienia ofiarnych bębnów w świątyniach. Stałam tutaj... lecz wtedy koniec był już bliski... gdy ryk bitewny unosił się w każdej ulicy, a rzeka spływała krwią. – Zamilkła na chwilę, po czym dodała: – I w jednym momencie jedna kobieta wykreśliła je z historii na zawsze.– Kto to był? – zapytał Digory słabym głosem, choć przeczuwał już, jaka będzie odpowiedź.– Ja – powiedziała królowa. – Ja, Jadis, ostatnia królowa, Królowa Świata.Dwoje dzieci stało w milczeniu, drżąc na zimnym wietrze.

Całość dostępna w wersji elektronicznej

C. S. Lewis - ebooki i audiobooki