Want to make creations as awesome as this one?

Transcript

Bzowa Babulenka

h.Ch. Andersen

Opracowała dorota dankowska

Edukacja wczesnoszkolna -lektury -klasa1

,

H. Ch. Andersen

Życie pisarza

Twórczość

Ćwiczenie
interaktywne

Hans Christian Andersen - duński baśniopisarz.

Żył w latach 1805 - 1875.

Urodził się w Odense, duńskim miasteczku, zmarł w Kopenhadze. Jego rodzice należeli do najbiedniejszych mieszkańców miasteczka.

Ojciec był szewcem, a matka zajmowała się domem.

Pierwsze baśnie opowiadała chłopcu jego babcia, która potrafiła

snuć barwne historie o duchach, strachach, syrenach i dobrych wróżkach.

Ciekawostki:

  • 2 kwietnia - ustalono Międzynarodowy Dzień Książki na pamiątkę urodzin Andersena.
  • Marzył, aby zostać aktorem lub śpiewakiem.




  • Bałwan ze śniegu
  • Bzowa babuleńka
  • Brzydkie kaczątko
  • Calineczka
  • Choinka
  • Dzielny ołowiany żołnierzyk
  • Dziewczynka z zapałkami
  • Dzikie łabędzie
  • Kalosze szczęścia
  • Królowa Śniegu
  • Księżniczka na ziarnku grochu
  • Mała Syrenka
  • Nowe szaty cesarza
  • Pasterka i kominiarczyk
  • Słowik
  • Stokrotka
  • Świniopas

Bzowa Babuleńka

Do czytania

Do słuchania

Odpowiedz na pytania.

Bzowa Babuleńka


Był sobie pewnego razu mały chłopczyk; przeziębił się na spacerze, przemoczył sobie nóżki, ale nikt nie mógł pojąć, jak to się mogło zdarzyć, bo pogoda była ładna i sucha. Mama rozebrała go, położyła do łóżka i kazała przynieść imbryczek, aby zaparzyć mu herbaty z kwiatów dzikiego bzu na poty.
W tej samej chwili do pokoju wszedł miły staruszek, który mieszkał w tym samym domu na górze; staruszek ten żył samotnie, bo nie miał żony ani dzieci, ale kochał wszystkie dzieci i potrafił opowiadać tak piękne bajki, że aż miło.
- Wypij herbatę - powiedziała mama - to może pan opowie ci bajkę!
- Gdybym tylko mógł wymyślić coś nowego! - powiedział staruszek i przyjaźnie kiwnął głowa. - Ale gdzież ten mały zamoczył sobie nogi? - spytał. - Gdzie?
- Tak - powiedziała mama - tego nikt nie wie.
- Czy powiesz mi bajkę? - spytał chłopczyk.
- Tak, ale musisz mi powiedzieć dokładnie, bo chcę wpierw wiedzieć, jak głęboki jest rynsztok na małej uliczce, którą idziesz do szkoły.
- Akurat do połowy kostek! - odpowiedział chłopiec. - Ale na to trzeba wejść w najgłębszą dziurę.
- Tak, tak, stąd mamy mokre nogi!... - powiedział staruszek. - Miałem ci co prawda opowiadać bajkę, ale nie pamiętam już żadnej!
- Nie potrzebuje pan wymyślać! - odezwał się chłopczyk. - Mama mówi, że wszystko, na co pan spojrzy, przemienia się natychmiast w baśń, a czego się pan dotknie, staje się najpiękniejszą historyjką!
- Ale wymyślone bajki i historyjki są do niczego, prawdziwe zaś przychodzą same, stukają w czoło i powiadają: "Oto jestem!"
- Czy już zaraz stuknie? - spytał chłopczyk. A mama śmiała się, sypała kwiat bzu do imbryczka i zalewała wrzącą wodą.
- Opowiedz, opowiedz!
- Byłoby dobrze, gdyby bajka chciała przyjść wtedy, kiedy się ją wzywa, ale to wielka dama, przychodzi tylko wtedy, kiedy ma na to ochotę. Czekaj! - powiedział nagle. - Już mamy! Uważaj, teraz siedzi na imbryczku!
Chłopczyk spojrzał w stronę imbryczka, pokrywka wznosiła się coraz wyżej i wyżej, i zaczęły spod niej wychodzić świeże i piękne kwiaty dzikiego bzu, a potem na wszystkie strony wystrzeliły duże gałęzie; rosły coraz wyżej i wyżej, i przemieniły się w najpiękniejszy krzew; w drzewo po prostu, które rozrosło się aż do łóżka i odsunęło firanki. Ach, jakież to były kwiaty! Jaki zapach! A na drzewie siedziała stara, miła babunia w dziwacznej sukni, całej zielonej jak listki bzu i przetykanej białymi kwiatami - nie można było wręcz odróżnić, czy to była suknia, czy też listki i kwiaty.
- Jak się ta babcia nazywa? - spytał chłopczyk.
- Rzymianie i Grecy - powiedział starszy pan - nazywali ją driadą; ale my tego już nie rozumiemy. W domkach marynarzy weteranów wymyślili dla niej lepszą nazwę - mówili na nią Bzowa Babuleńka. Przedstawiam ci ją! Uważaj tylko; słuchaj pilnie i przypatrz się temu pięknemu krzakowi!
Zupełnie takie samo duże, kwitnące drzewo stoi przy domkach weteranów. Rośnie ono w rogu małego, ubogiego ogródka; pod tym drzewem siedziała w rozkosznym blasku słońca para staruszków: był to stary marynarz i jego stara żona; byli już pradziadkami i wkrótce chcieli świętować złote wesele, tyle tylko, że zapomnieli, jaka to była data, a Bzowa Babuleńka siedziała na krzaku i wyglądała tak samo wesoło jak teraz.
- Wiem dobrze, kiedy jest wasze złote wesele! - powiedziała, ale oni jej nie słyszeli, bo wspominali dawne lata.
- Tak, czy pamiętasz - powiedział stary marynarz - jak byliśmy całkiem mali, biegaliśmy i bawiliśmy się razem. To było na tym samym podwórku, gdzie teraz siedzimy, sadziliśmy w ziemi patyki i miał to być ogród!
- Tak - powiedziała staruszka - przypominam to sobie świetnie; polewaliśmy patyczki, a jeden z nich, pęd bzu, wypuścił zielone listki i wyrosło z niego wielkie drzewo, pod którym my starzy, teraz siedzimy.
- Tak, rozumie się - mówił staruszek - tam w kącie stała balia z wodą, tam pływał mój stateczek; sam go wystrugałem; jakże świetnie pływał! ale wkrótce zacząłem pływać na innym statku.
- Tak, ale przedtem jeszcze chodziliśmy do szkoły i uczyliśmy się - powiedziała staruszka - a potem była nasza konfirmacja; płakaliśmy oboje; a popołudniu poszliśmy ręka w rękę na Okrągłą Wieżę i patrzyliśmy na świat z wysoka; ponad Kopenhagą i morzem; potem poszliśmy do Frederiksbergu, gdzie król i królowa pływali po kanałach w wspaniałej łodzi.
- A potem już pływałem inaczej i to przez długie lata daleko, daleko w ogromnej podróży!
- Tak często płakałam przez ciebie - powiedziała staruszka - myślałam, że już umarłeś i że leżysz głęboko na dnie morza, kołysany przez wielkie fale. Czasem wstawałam w nocy i patrzyłam, czy obraca się chorągiewka, która wskazuje pogodę; obracała się, ale ty nie wracałeś! Przypominam sobie dokładnie, jak pewnego dnia, kiedy deszcz lał strumieniami, przyjechał śmieciarz, zeszłam na dół, by opróżnić śmietniczkę, zatrzymałam się w drzwiach. Cóż to była za okropna pogoda! Gdy stałam przy drzwiach, przyszedł listonosz i wręczył mi list; był od ciebie, jakąż długą odbył drogę! Rozerwałam kopertę i zaczęłam czytać, śmiałam się i płakałam, byłam tak szczęśliwa! W liście pisałeś, że jesteś w ciepłych krajach, tam gdzie rosną ziarnka kawy. Cóż to musi być za cudowny kraj! Opisywałeś tak wiele, a ja widziałam to wszystko przez strugi deszczu, stojąc że śmietniczka w ręku. I wtedy poczułam nagle, że ktoś mnie obejmuje w pół...
- I wymierzyłaś mu mocny policzek, że aż klasnęło...
- Nie wiedziałam przecież, że to byłeś ty; przyszedłeś tak nieoczekiwanie, jak i twój list. I byłeś tak piękny (i teraz jesteś piękny), miałeś w kieszeni dużą, żółtą, jedwabną chustkę do nosa i błyszczący kapelusz na głowie: byłeś taki wytworny; jakaż to była straszna pogoda i jak okropnie wyglądała ulica!
- Potem pobraliśmy się - powiedział staruszek - przypominasz sobie? A potem urodził się nasz pierwszy syn, a potem Maria i Niels, i Piotr, i Hans Christian.
- Dzieci wyrosły na porządnych ludzi, wszyscy je lubili.
- I ich dzieci znowu miały dzieci - powiedział stary marynarz - a nasze prawnuki, ileż w nich życia! Zdaje mi się, że to o tej porze roku był nasz ślub.
- Tak, to właśnie dzisiaj jest rocznica, wasze złote gody - powiedziała Bzowa Babuleńka i wyjrzała spoza głów staruszków, ale oni myśleli, że to sąsiadka im się kłania; spojrzeli na siebie i wzięli się za ręce. Zaraz potem przyszły dzieci i wnuki; wiedzieli oni dobrze, że to był dzień złotych godów, winszowali już rano, ale staruszkowie o tym zapomnieli, choć tak dobrze pamiętali, jak to było przed laty. A drzewo bzu pachniało tak mocno i blask zachodzącego słońca padał na twarze staruszków; oboje mieli zaróżowione policzki; najmłodsze z dzieci ich dzieci tańczyło naokoło nich i wołało radośnie, że w tak uroczysty wieczór powinny być gorące kartofle na kolację; a Bzowa Babuleńka pozdrawiała ich z gęstwiny drzewa i razem z innymi wołała: - Niech żyją!
- Ależ to wcale nie była bajka - powiedział chłopczyk, który słuchał opowiadania.
- Tak, to bajka! Musisz zrozumieć - powiedział staruszek, który opowiadał - zapytajmy Bzowej Babuleńki.
- To nie była bajka - odpowiedziała Babuleńka - ale zaraz będzie. Właśnie z rzeczywistości rodzi się najdziwniejsza baśń w świecie; inaczej przecież z małego imbryczka nigdy by nie mógł wyrosnąć tak piękny krzak bzu. - Potem wyjęła chłopczyka z łóżka, przycisnęła go mocno do swojego łona i gałązki, pełne pachnącego kwiecia, zamknęły się nad nimi; znajdowali się teraz w najpiękniejszej altanie; i oto wznieśli się w powietrze, było niewypowiedzianie piękne. Bzowa Babuleńka przemieniła się nagle w małą, milutką dziewczynkę, suknia jej była z tego samego zielonego materiału w białe kwiaty, u piersi miała przepięty kwiat bzu, a naokoło złocistych kędziorów - wianek z kwiatów bzu; oczy jej były takie duże i tak bardzo niebieskie, jakże cudownie było na nią patrzeć; pocałowali się z chłopczykiem i oboje byli równi wiekiem i tak samo radośni.
Trzymając się za ręce wyszli z altanki i znaleźli się w pięknym ogrodzie rodzinnego domu; na zielonym trawniku stała przywiązana do słupa ojcowska laska. Dla dzieci laska ta żyła; wystarczyło by jej dosiedli, a błyszcząca rękojeść zamieniała się we wspaniałą parskającą głowę, powiewała czarna, długa grzywa, cztery smukłe, mocne nogi ruszyły z kopyta. Zwierzę było silne i odważne; galopem pomknęli na około trawnika.
- Teraz pojedziemy daleko - powiedział chłopiec - pojedziemy do dworu, gdzieśmy byli przed rokiem!
Kręcili się wciąż wokoło trawnika, a dziewczynka, która, jak wiemy, nie była nikim innym, tylko Bzową Babuleńką, wołała:
- Teraz jesteśmy na wsi! Czy widzisz przy drodze tę chatę z wielkim piecem, który wygląda jak olbrzymiej wielkości jajo? Krzew dzikiego bzu rozwinął swe gałęzie, a kogut spaceruje i wygrzebuje dla kur ziarna; widzisz, jak się puszy... Teraz jesteśmy obok kościoła, który stoi wysoko na pagórku pomiędzy wielkimi dębami; jeden dąb jest już na wpół spróchniały. Teraz jesteśmy przy kuźni, gdzie pali się ogień i półnadzy ludzie wala młotami, tak że iskry rozsypują się daleko wkoło. W drogę, w drogę do domu!
I wszystko, o czym mówiła dziewczynka, siedząc na kiju, przesuwało się obok nich, chłopiec to widział, a przecież tylko objeżdżali trawnik dokoła. Potem bawili się na ogrodowej ścieżce i urządzili sobie mały ogródek; dziewczynka wyjęła z włosów kwiaty bzu i zasadziła je w ziemi, a kwiaty zaczęły rosnąć zupełnie tak samo jak wtedy u staruszków, gdy byli jeszcze małymi dziećmi. Tak samo jak tamci chodzili trzymając się za ręce, ale nie poszli na Okrągłą Wieżę, ani do królewskiego ogrodu; nie - dziewczynka objęła chłopczyka i wznieśli się wysoko do góry, pofrunęli daleko nad całą Danią; była wiosna, a potem było lato, a potem jesień i wreszcie zrobiła się zima, i tysiące obrazów odbijało się w oczach, i w sercu chłopca, a dziewczynka śpiewała bezustannie:
- Nigdy tego nie zapomnisz!
Podczas tego całego lotu dziki bez pachniał tak słodko i tak cudnie; chłopiec widział po drodze różne krzewy i zielone buki, ale bez pachniał jeszcze piękniej, bo jego kwiaty leżały na sercu dziewczynki, a chłopiec przytlał tam często w czasie lotu swoją głowę.
- Tu jest pięknie wiosną - powiedziała dziewczynka i zatrzymali się w świeżo zazielenionym bukowym lesie, gdzie mocno pachniały macierzanki i różowe anemony tak ślicznie wyglądały pośród traw.
- Gdyby to wiecznie była wiosna w pachnącym, duńskim, bukowym lesie!
- Tu jest pięknie latem - powiedziała dziewczynka, gdy przejeżdżali koło starych dworów pamiętających rycerskie czasy, gdzie czerwone mury i zębata szczyty odbijały się w kanałach, po których pływały łabędzie, wpatrzone w stare, ciemne aleje. Na polu zboże falowało jak jezioro; w rowach rosły żółte i czerwone kwiaty, a w zaroślach dziki chmiel i kwitnące powoje; a wieczorem wschodził księżyc duży i okrągły, siano na łąkach pachniał tak słodko. Tego nie zapomina się nigdy.
- Tu jest cudnie jesienią - powiedziała dziewczynka. Powietrze stało się o wiele bardziej błękitne i przezroczyste, las zaczął się mienić czerwonymi, zielonymi i żółtymi barwami; ruszyły psy myśliwskie i całe gromady dzikich ptaków wznosiły się krzykiem nad kurhanami, gdzie krzaki jeżyn porastały stare kamienie; morze było czarno błękitne, pokryte białymi żaglami; a na klepisku siedziały stare kobiety, dziewczyny i dzieci, i wrzucali chmiel do dużego naczynia; młodzi śpiewali pieśni, a starzy opowiadali baśni o krasnoludka i czarodziejach. Nigdzie chyba nie mogło być piękniej!
- Tu jest cudnie zimą - powiedziała dziewczynka. Wszystkie drzewa pokryły się białym szronem i wyglądały jak białe korale, śnieg skrzypiał pod nogami, jak gdyby się ciągle miało nowe buciki, a z nieba spadały gwiazdy jedna za drugą. W pokoju zapalono choinkę, zjawiły się podarunki, zapanowała wesołość. Na wsi, w chłopskiej izbie, rozbrzmiewały dźwięki skrzypiec i zapachniały pieczone jabłka; nawet najuboższe dziecko mówiło:
- Jednak pięknie bywa w zimie!
Tak, było pięknie. Dziewczynka pokazywała chłopcu wszystko i wciąż jeszcze pachniał bez i wszędzie powiewała czerwona chorągiew z białym krzyżem, ta sama chorągiew, pod której cieniem żeglował stary marynarz*. Potem mały chłopiec wyrósł na młodzieńca i musiał pojechać daleko, do ciepłych krajów, gdzie rośnie kawa;

ale przy pożegnaniu dziewczynka wzięła jeden z kwiatów dzikiego bzu, które nosiła na sercu i dała mu na przechowanie; chłopczyk przyjął kwiat i w dalekich krajach, ile razy patrzyła na niego, wspominał i im więcej mu się przypatrywał , tym wydawał mu się świeższy; zdawało mu się wtedy, że czuje zapach duńskiego lasu i pomiędzy listkami kwiatu widzie wyraźnie małą dziewczynkę, jej duże niebieskie oczy i że słyszy, jak do niego szepcze:
- Tu jest cudnie wiosną, latem, jesienią i zimą! - A wtedy setki obrazów przesuwało się przez jego myśli.
Tak upłynęło wiele lat: młodzieniec przemienił się w staruszka, który siadał ze swą starą żoną pod kwitnącym drzewem; trzymali się za ręce, zupełnie jak pradziadek i prababka w domkach weteranów; i tak samo jak tamci rozmawiali o dawnych czasach, o złotym weselu. Mała dziewczynka z niebieskimi oczami i kwiatami dzikiego bzu we włosach siedziała wysoko na drzewie, kiwała przyjaźnie do staruszków i mówiła:
- Dziś jest wasze złote wesele! - Potem wzięła dwa kwiaty ze swego wianka, pocałowała je; zabłysły jak srebro, później jak złoto; a kiedy je włożyła na głowy staruszków, każdy kwiat przemienił się w złota koronę; wtedy siedzieli oboje pod kwitnącym drzewem, jak król i królowa, i staruszek zaczął opowiadać staruszce historię o Bzowej Babuleńce tymi samymi słowami, jak słyszał ją w dzieciństwie i dziwili się oboje, że historia ta tak był podobna do ich życia, a tym, że była tak podobna, zachwycali się najbardziej.
- Tak, tak! - powiedziała dziewczynka w gąszczu drzewa. - Niektórzy nazywają mnie Bzową Babuleńką, inni driadą, ale naprawdę nazywam się Wspomnieniem; to ja siedzę na drzewie , które ciągle rośnie i rośnie, to ja wspominam i opowiadam historię!
Pokaż mi, czy masz jeszcze twój kwiat.
I wtedy staruszek otworzył swą dłoń. Leżał tak kwiat dzikiego bzu tak świeży, jak gdyby do dopiero co tam położono. Wspomnienie kiwnęło przyjaźnie głową. Staruszkowie siedzieli w swych złotych koronach na drzewach w czerwonym blasku zachodzącego słońca, zamknęli oczy i... i... bajka się skończyła.
Chłopczyk leżał w łóżku i nie wiedział, czy śniło mu się to, czy słuchał bajki; imbryczek do herbaty stał na stole, ale nie wyrosło z niego drzewo dzikiego bzu, a stary pan, który opowiadał bajkę, stał w drzwiach i zaraz sobie poszedł.
- Jakie to było piękne! - powiedział chłopczyk. - Mamo, byłem na południu!
- Rozumie się! powiedziała mama. - Po dwóch filiżankach gorących ziółek może się wydawać, że się było w ciepłych krajach! - I przykryła go mocno, żeby się nie przeziębił. - Spałeś smacznie, podczas gdy sprzeczałam się ze starszym panem, czy to była bajka, czy prawdziwa historia!
- A gdzie jest Bzowa Babuleńka?
- W imbryczku! - odpowiedziała mama. - I niech tam sobie siedzi.

Ułóż z rozsypanki wyrazowej zdanie. Wyjaśnij, jak je rozumiesz.

"Bzowa

Babuleńka"

to

opowieść

o

mocy

wspomnień.

jest

"Bzowa Babuleńka" to jest opowieść o mocy wspomnień.

Policz głoski, litery w wyrazach.

6

5

2

3

6

7

2

6

3

5

7

9

8

4

1

Czarny bez - na przeziębienie

Roślina o właściwościach leczniczych.

Napar z kwiatów czarnego bzu wykazuje silne działanie napotne, pozwala szybko obniżyć temperaturę ciała.

Syrop z owoców czarnego bzu wzmacnia odporność.

https://www.google.pl/imgres?imgurl=https%3A%2F%2Fupload.wikimedia.org%2Fwikipedia%2Fcommons%2F7%2F7d%2FCzarny_bez_-_panoramio_%25281%2529.jpg&imgrefurl=https%3A%2F%2Fcommons.wikimedia.org%2Fwiki%2FFile%3ACzarny_bez_-_panoramio_(1).jpg&tbnid=CwbHzmtzUXn3wM&vet=12ahUKEwjziP7Ky4nuAhWvV98KHcTcBkQQMygEegUIARD0AQ..i&docid=fojSGqcTRIBOAM&w=3648&h=2736&itg=1&q=czarny%20bez&hl=pl&ved=2ahUKEwjziP7Ky4nuAhWvV98KHcTcBkQQMygEegUIARD0AQ


https://www.google.pl/imgres?imgurl=https%3A%2F%2Fcdn.pixabay.com%2Fphoto%2F2017%2F08%2F28%2F20%2F54%2Fblack-2691237_1280.jpg&imgrefurl=https%3A%2F%2Fpixabay.com%2Fpl%2Fphotos%2Fczarny-bez-dziki-bez-ro%25C5%259Blina-natura-2691237%2F&tbnid=rLGzkziR-orcOM&vet=12ahUKEwjziP7Ky4nuAhWvV98KHcTcBkQQMygFegUIARD3AQ..i&docid=ir13ROzYS35bXM&w=1280&h=854&q=czarny%20bez&hl=pl&ved=2ahUKEwjziP7Ky4nuAhWvV98KHcTcBkQQMygFegUIARD3AQ


Etapy rozwoju człowieka

Każdy człowiek od momentu urodzenia zmienia się, dorasta, a potem starzeje się i kończy życie.

Najpierw jesteś niemowlęciem, które wymaga opieki.
Potem przechodzisz okres dzieciństwa.
Stajesz się nastolatkiem, następnie dorastasz.
Z każdym dniem jesteś coraz starszy, starsza. Zmienia się twój wygląd. Czasu nie możesz zatrzymać, ale możesz go przeżyć najpiękniej, jak potrafisz.

Etapy rozwoju człowieka

Ułóż postaci od najmłodszej do najstarszej.

Etapy rozwoju człowieka

Obejrzyj materiał filmowy. Zobacz, jak zmienia się wygląd twarzy.

Bukiety dla babci i dziadka - zadania

Dzieci szykują bukiety z kawiatów bzu dla babci i dziadka. Wykonują je z bibuły. Przyjrzyj się ilustracjom. Ile gałązek kwiatów zrobiły? Ułóż działanie i oblicz.

3

+

4

4

+

=

11

2

3

1

2

1

1

2

10

+

+

+

+

Możemy liczyć tak: dodajemy wszystkie kolejno zrobione przez dzieci:

3+4+4=11

Możemy liczyć tak: dodajemy kwiaty wg kolorów (najpierw fioletowe , potem białe lub odwrotnie).

2+1+2+1+3+2 = 11

Moja rodzina

Czy wiesz, co to jest drzewo genealogiczne?

Moja rodzina

mama

tata

Uzupełnij napisy na drzewie.

ja

siostra

brat

babcia

babcia

dziadek

dziadek

prababcia

prababcia

prababcia

prababcia

pradziadek

pradziadek

pradziadek

pradziadek

Drzewo genealogiczne to forma przedstawiania powiązań pomiędzy przodkiem a jego potomkami.

Narysuj drzewo genealogiczne swojej rodziny.

Szanuj starszych - ćwiczymy czytanie.

Przeczytajcie, o czym informuje każda postać. Zastanówcie się,jak Wy postępujecie?

Kocham moją babcię i nie pozwalam jej dźwigać ciężarów. Wyręczam ją w tym.

Z wiekiem jestem coraz słabsza i powolniejsza.

Szybko się męczę.

Kocham moją babcię, więc jej pomagam, jak umiem.

Jestem młoda, mam dużo siły.

Sama noszę swój tornister.

Nie pozwalam, aby babcia mnie wyręczała.

Kocham ją.

W autobusie, tramwaju zawsze ustępuję starszym miejsce.

Wstyd, aby dziecko siedziało, a dziadek i babcia stali.

Kampania reklamowa - Szanuj babcię, szanuj dziadka

Przygotujcie materiały reklamowe: plakaty, ulotki, materiał filmowy, nagrania dźwiękowe ( co tylko chcecie).

Wymyślcie hasła- przesłania dla innych, o tym dlaczego należy szanować seniorów i w jaki sposób możecie to robić.

Podzielcie się na zespoły.

Prezent dla babci, prezent dla dziadka

Drzewo Wspomnień

"Niektórzy nazywają mnie Bzową Babuleńką, inni driadą,
ale naprawdę nazywam się Wspomnieniem; to ja siedzę
na drzewie, które ciągle rośnie i rośnie, to ja wspominam
i opowiadam historię!"

H. C. Andersen "Bzowa Babuleńka"

Laurka

Inspiracje

Magia wspomnień jest bezcenna.

Przygotuj drzewa wspomnień dla babci i dziadka.

Na każdym drzewie zawieś miłe wspomnienia.

To będzie jedyny taki prezent. Wspomnienia łączą ludzi.

Wykonaj ozdobną laurkę.

Napisz na niej życzenia.

Pamiętaj, aby praca była starannie wykonana.

Piosenka dla babci i dziadka.

Posłuchaj i naucz się śpiewać.
Zaśpiewaj babci i dziadkowi z okazji ich święta.

Dziekuje

za uwage

dorotadankowska.pl

,

,

,